Horyzont bez opuchlizny

Jak rozpatrzyć rozpacz? Krok po dniu, oddech po westchnieniu. Spokojnie, wyciszyć się aż do zaciszenia, poczekać na inny kolor myśli. I żyć – codziennością. Zachwyciły mnie ostatnio chmury nad miastem, a w biegu nie zdołałam ich uwiecznić – wyglądały jak góry, białe na bladym niebie i monumentalne. Tylko nad wodą, nie wyżej. Trzeba było wdechu, żeby się przyjrzeć.

Pożegnałam trzy osoby, Grega – entuzjastycznego wolontariusza, przyjaznego admiratora kolei i tramwajów.

Natalia. Jej narodziny dla nieba. Zaskoczone. W basenie, po ataku. Smutek niemożebny. I wspomnienia odżyły. Dzielnej, młodej, bystrej i pięknej dziewczyny. Rysującej, malującej, projektującej. Czytającej i odwiedzającej mnie w bibliotece z mężem we środy. Bliskiej nie tylko przez podzielone urodziny z Anią. Później nasze drogi rozjechały się nieco. Ale widziałyśmy się w sieci. Byłyśmy w swojej przestrzeni. I ta wiadomość o odejściu. Tak nagłym. Tak przypadkowym. Tak napawającym zdziwieniem. Lękiem i gniewem.

I akcja kolista. Ulotka do konsulatu nabrała nowego sensu. A pożegnanie przy trumnie, gdy cała w ulubionych czerwieniach wyglądała jak przepiękna figura z brązu, gdy bliscy nie potrafili pożegnać się wciąż zdziwieni – przejęło mnie pragnieniem życia. Przetańczyłam z Serbami wesele. Zachwyciła mnie serdeczność Bliskich Innej Natalii. Ich kroki, tańce, bębnista gładzący z namaszczeniem swój kołnierz drewnianym drążkiem po uderzeniu. Ich ślubne korony. Sens życia jednej Natalii po pożegnaniu Innej. I narodziny w Ich imionach.

Pożegnałam Pana Stefana, zaproszona przez Jego synową, bliską mi Iwonkę, który kojarzy się z dobrymi czasami po przyjeździe do Stanów i swoim pogrzebem pozwolił nam bezsłownie się spotkać i przekazać sobie znak pokoju. Ile znaczeń.

Ostatnio zbliżam się z J., siostrą w niedoli. Podobieństwa sytuacji, rady, wspieranie. Spadła mi z nieba. Pomagamy sobie wzajemnie. Dobry kontakt. 

Przyjaciele nadchodzą falami, niektórym przejadłam się jak serial bez zwrotów akcji, nie narzucam się. Pamięć cieszy, ale w granicach spokoju. 

Rytm dnia z czasem na modlitwę, chłopców, ogród, gotowanie i pracę. Staram się przydawać. Bywam także okolicznikiem miejsca i czasu. Słucham moich prywatnych koncertów nagranych jedynie sobie. Zdarza mi się siedzieć z Kimś bliskim i przejść ze słuchania muzyki w śpiew na głosy. Warstwowanie i słuchanie się śpiewając, wchodzenie w tę samą ścieżkę z uśmiechem jest klasą samą w sobie. A teraz jeszcze wieczorami grają świerszcze, słychać szczekające psy, samoloty, lato się żegna i jest tak jak „we wtorek w schronisku po sezonie”.

W ramach terapii śpiewam sobie ukochane teksty wcielając się głosem w podkłady moich ulubionych bardów. To rodzaj nobilitacji. Wybieram. Nagrywam. Zachowuję. Studium oddechu i walki z astmą.

https://ising.pl/nagranie/ec30rjrbpq7,Grzegorz_Turnau-Naprawde_nie_dzieje_sie_nic

Nie mogłam już znieść powiększających się zmian na moich powiekach, podobnych jak u M. Niepokoiły, w nocy bezwiednie pocieram bowiem powieki, zgrzytam zębami, jestem inną sobą. Zamalowywanie nic nie dawało – trudno mi było spojrzeć w oczy bez wyłapywania tej anomalii. I umówiłam się ze znajomym chirurgiem aby dostrzec nowy horyzont. Alusia zawiozła, Tomek mi towarzyszył, okiełznałam lęk, choć wszystko składało się na to, aby nie pojechać, zrezygnować.

Ale miła rozmowa w gabinecie, uścisk pewny, światło pod powiekami cytrynowe i jasne, ukłucia precyzyjne, takież szwy, rozmowa o rewolucjach, delikatności skóry, precyzji cięć. Nie zdawałam sobie sprawy, że człowiek na powiekach goi się piękniej niż na plecach. Że najciekawsze są operacje oczu i nosa, a brzuchów banalne. Przypalana skóra przywiodła mi na myśl dentystę w Bogorii. I uciskałam, aby nie było sińców. Wieczór spędziłam z filetami morskimi na oczach, bezwonnie układały się idealnie. Koiły. No i rozmowy z Tymi, którzy zechcieli zapytać – jak po. Terapia. W nocy plastry i szwy naciągały nie tak jak nawykłam. Dziś opuchlizna, oczy nie do końca zamknięte, rozmowy z pracą z przymkniętymi oczyma. Widzenie w oddaleniu, skupianie się na dźwiękach i rezygnacja z koncertu. Choć przez dzień cały śpiewałam sobie w porywach. Ale Turkuś muzycznie upiększa mi moje miejsce w domu.

Zobaczę ten nowy horyzont. Tylko opuchlizna zejdzie.

4 uwagi do wpisu “Horyzont bez opuchlizny

  1. Opuchlizna na pewno zmienia obrazy otoczenia, ale zapewniam Cię o tym, że szybko powróci normalność w tym przynajmniej względzie. Ważne, że już to masz za sobą i wszystko wraca do normalności.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Właśnie Małgosiu przeczytałam Twój tekst. Piękny, wzruszający, rzeczywisty. Ty masz oczy szeroko otwarte na wszystko co Cię otacza , chociaż – powieki były opuchnięte. Już na pewno nie są i wszystko wróciło do normy. A Ty patrzysz na horyzont i cieszysz się codziennością. Odejścia zawsze są smutne, tak samo jak odjazdy … a jednak wierzymy, że kiedyś się spotkamy . Bo „ tu” jest tylko chwilą, a „ Tam” jest na wieki. Cieszmy się z rozmów, spotkań, herbaty wypitej w miłym towarzystwie, z czasu wspólnie spędzonego . Cieszmy się z tego, że jest ktoś kto na nas czeka i na kogo my czekamy. Do zobaczenia!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s