Serce z wodorostów, grabienie jeziora i walka z brudnym wiatrem. Knaga spokoju

Najważniejsze jest mieć gdzie uciec. Mieć do kogo uciec i z kim. Miejsce się staje oswojone w miarę poznawania.

Rutynowe rytmy roku skłaniają do podobnych reakcji. Deser lata w domu kojarzy się z wyjazdem. Wyjazdem do przyjaciół. Przytuleniem się do siły odśrodkowej jedności ich grupy. Niezmienności rodzinnej. Intencji. Sakramentu.

Wcześniejsza dorosła ucieczka w muzykę z przyjaciółmi czeka na opis. Nadejdzie, jak wiele innych. Narasta falą. Jednak ten spokój wywoławczy, ułatwiający powrót do pisania stanowi twórcze katharsis.

Zawahania, lęk przed zmianą życia, lęk przed reakcją zadaną sobie na lekcję życia w prawdzie podejmowania decyzji i prawdzie cichości serca. Lęk dziecka. Poważna rozmowa o potrzebie lasu, przestrzeni, życzliwości, grupy. Przeniesienie nacisku z ja na my. I odpowiedzialność za siebie. I kompromis. Wzruszenie. Narzucenie siebie jak prosząca wdowa. Zgoda na obecność. I postanowienie radości. Czerpania czegoś dobrego z każdego dnia, z każdej chwili. Użyteczność.

W pracy już parzyły mnie myśli. Ostatnią szansą na odzyskanie spokoju był wyjazd – ucieczka od zmęczenia grantowego, problemów z budynkiem, setek maili. Od sytuacji we mnie. W nas. Zanim terminy zapiszczą jak paznokciem o tablicę. Zanim się zacznie proces. Zanim znów będzie trzeba stawić czoła wodzie. Bezmiarowi wód. I stanąć na roz.

Te wakacje miały smak przedwojenny.

Obóz żeglarski nad jeziorem osobliwości. Literatura kłaniała się przypominając młodość. Tyle starań czwórki przyjaciół Bogdana, Kasi, Darka i Lucynki. Początek i narodziny wielkiego dzieła na lata. Tworzenie schematu, modus operandi, zaplecza, krystalizowanie się potrzeb dzieci, pójście za drogą swojego serca. Dzielenie się talentami. Rzadko kto ma ochotę nauczać swojej pasji. Rzadko zdarza się, że ktoś chce organizować grupowe wyjazdy, aby znajomi i nieznajomi młodzi ludzie mogli skorzystać. Ile przygotowań! Ile zabiegów. Jaka ogromna służba grupie. Przygotowanie zaplecza, wielomiesięczne zakupy laserów, pływaków, lin, materiałów, knag, koszulek, książek, osprzętu. Rozbijanie namiotów, koszenie łąki, wykaszanie lasu, grabienie i czyszczenie jeziora. Nadmiar lilii wodnych, zupełne jego zagrządzielowanie dusiło powietrze w wodzie, i choć malownicze, stanowiły trudność dla pływających. Scena z „Nocy i dni” wielokrotnie przychodziła mi na myśli. I jeszcze świadomość, jak w jednym miejscu poszukiwana piękna i romantyczna roślina, w innym stanowi przeszkodę i zagrożenie. Poznałam nowe narzędzia. Kątową kosę do wycinania wodorostów i lilii i wielkie wodne grzebienie i grabie obsługiwane z canoe. Towarzyszyła im mozolna i powolna praca. Kompost nadbrzeżny. Nauczono mnie odmienności spojrzenia utylitarnego i sportowego na wodę. Widziałam wyschnięte plamy lilii unoszące się na wodzie, które kojarzyły mi się z suchymi gałęziami na moich drzewach wymagającymi piły. Teoria wycinania wszędzie jednaka.

Plan pracy. Plan dnia. Radość tworzenia wspomnień. Wpasować się starałam jak zwykle. Farbami, włóczką. Dobrodziejstwo ich terapii działa nie tylko na mnie. Lubię ludzi. Lubię się przydawać. Przydawka określa mnie najlepiej. Często bez moich starań zupełnie spokojnie by się obeszło. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale obcowanie z ludźmi, których cenię i odpoczywanie obok w ich spokoju przyniosło spokój i mi. Brakuje mi dzieci. Tych małych. Ich życzliwości. Ich zainteresowania. Ten nauczyciel we mnie tkwi. A tu okazało się, że są i dzieci młodsze. Nasiąknięte żeglarstwem, mówiące jego podwójnym językiem, chętne, odważne, myślące i życzliwe. Garnące się do wiedzy. Do wspólnego zachwytu farbami, włóczką, kredkami, muzyką, roślinami z lasu, żabami, gąsienicami, węzłami i wodą. Ich żywiołem.

Rodzice przywieźli ich w radości. Kilkoro z nich, znajomych z widzenia, okazało się bliższymi. Anetka od Musierowicz ze swoją rodziną z wyboru, Dorotka z synami, Pani Czesia, jej Mama z tajemnicą dłoni i spojrzenia; cierpiąca, a symboliczna, wnukowie opiekujący się nią. Symbolem się stała naszych rodziców. Rodzice najmłodszej Czwórki. Mama i Babcia Mai. Wieczór szant przed rozpoczęciem obozu był jak przedłużenie festiwalu. Jest radość w śpiewaniu znanych sobie pieśni w nowej grupie. Jest nowa dynamika. I ta polana. Jakże lepiej widzieć ją w tym świetle.

Msza niedzielna w rycie przedsoborowym. Organy z kotłami, które wibrowały. Słowa mądre. Szale szydełkowe modlitewne w stronę których tyle lat dryfowałam moją twórczością wakacyjną. Nagle zaistniały w moim świecie i wzruszyły anielskim znakiem. Otuchą. Nawet te kieszonkowe. Zostawiłam sobie jeden. Noszę go w plecaku.

I ruszyła maszyna. Zgrupowanie, formowanie, ognisko z pogadanką. Wspólna modlitwa. Codzienna. Z pamięcią o rodzinach i o tych, którzy na bieżąco odchodzili: ojcu Józefie Zuziaku, Babci Amelki, Joasi Belon, Marcinie Zielonce. Moje czuwanie przy kominku. Wybór domu przy dzieciach, a nie samotnego namiotu na uboczu. Minimalizacja potrzeb. Rytm dnia.

Kasia jest genialnym mistrzem kuchni, życzliwą opiekunką centrum domostwa. W rytmie różańca z Janem Pawłem II wręcz nie chciała pomocy. Ruchy zaplanowane, każdy z sensem i wyważeniem. Jedzenie smaczne i pożywne. Tomek prosił mnie abym tak nauczyła się gotować. Tak będzie.

Pogadanki poranne i wieczorne z przesłaniem. Rola kapitana. Struktura załogi. Dzielenie się talentami. Mnożenie radości. Bogdan ma wiele talentów. Jednak krasomówczy jest w nich bardzo ważny. Gadane to jedno, a analiza, synteza, dobór słownictwa i docieranie do słuchaczy, życzliwość to insza inszość. No i wszechobecne gazdowanie. Pomysły. Tytaniczna praca. Pokłady całe. I czuwanie nad wszystkim. Kapitan.

Darek ma ogromną cierpliwość, takt i talent uczenia. Pamiętał wszystkie dzieci i ich zaangażowanie, analizował ich poczynania na wodzie i podczas wykładów. Z notatkami przygotowywał się od miesięcy. Nagrałam sobie te opowieści o łodziach, wietrze, w tym nauce pływania czystym wiatrem, aby sobie go nie odbierać i nie pływać brudnym; savoir vivre na wodzie; węzłach przydatnych na całe życie w każdej sytuacji. Nauczyłam się tak wiele, uszeregowałam wiedzę. Podziw wielki i szacunek.

Lucynka pracowała cały czas zdalnie z nieodłącznym komputerem, ale w każdej okazji starała się być przydatna – w każdej dziedzinie. Łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi, szczególnie młodymi, jest wspaniałym, współczującym kompanem, refleksyjnym i taktownym.

Młoda kadra: Amelia, Filip, Ignac i Klimek zadziwiali sprawnością, gracją, talentami. Każdy z młodszych chciał nimi być.

I istota. Żegluga. Czas na nią. Przygotowania codzienne, obcowanie z wodą, sterem, żaglem, wiatrem. Nagrywałam filmy poklatkowe leżąc na nowym, pachnącym pomoście. Patrzyłam na taniec żaglówek na wietrze. Pozwoliłam sobie tam być. W całej mojej istocie. Dumna byłam z Tomka, ale i ich wszystkich dzielących się po powrocie wrażeniami. Zachwyconymi. Czułam się jak kronikarz radości. Dzielili się ze mną muzyką. Jeździliśmy razem nad jezioro i na wycieczki. Z kierowcą Ignasiem. Stworzyłam naszą listę ulubionych i polecanych mi piosenek. Każda inna. Każda radosna. Do zdjęć i filmów powracać będę po ten spokój. Rozmowy z Kasią, Mayą, Amelką, Reginą i Misią, Ignasiem, Klimkiem, Filipem, Karolem i Lwem zapadły mi w serce. Zabawy i obcowanie z piątką: Biancą, czyli Białaskiem; Oliwką, Melką, Kubkiem i Tymkiem przyniosły mi wiele radości.

Pożegnania były łzawe. Dzieci motywowane przez Lucynkę i Kasię wręczyły mi laurki. Tańczyły razem. Oglądaliśmy filmy z przesłaniem. Wyprawę Con Tiki, Eddie the Eagle, Mrs. Doubtfire. Jak sposób patrzenia z czasem się zmienia.

I jeszcze w drodze powrotnej nasze Houston zaleczyło problem z chłodnicą.

Nic nie odbierze mi tego tygodnia. Gratuluję z serca i tak samo dziękuję. Pięknie było Was obserwować i być świadkiem tego cudu wspólnoty i sukcesu. Nowi żeglarze wzrastają. Ahoy

Wasza Przydawka

#tatrasailing

6 uwag do wpisu “Serce z wodorostów, grabienie jeziora i walka z brudnym wiatrem. Knaga spokoju

  1. Wspaniałe, cudowne wspomnienia Przydawki, która przydaje się nie tylko w czasie wakacji, ale całego naszego życia! Małgosiu! Jak dobrze, że jesteś! Jak dobrze, że opisujesz zwykłą, niezwykłą codzienność. Jesteś Kronikarzem Radości, ale też Kronikarzem Przeżyć. I niech tych najwspanialszych będzie w Twoim życiu jak najwiecej! Ty uczysz nie tylko dzieci. Ty uczysz nas dorosłych jak cieszyć się z każdej chwili, BYĆ ważna częścią wszechświata . Spotkania i rozmowy z Tobą są świętem, na które zawsze z przyjemnością czekam! Do zobaczenia po moim powrocie z Polski! „ Radość tworzenia wspomnień” ! Coś pięknego !

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s