Przy jaźni jaźń

Odbywam podróż w teksty niepublikowane. Historie, które czekają na czytelników. Refleksyjny czas odosobnienia krystalizuje pragnienia.

Milczenie wybrzmiało. Czasami zdarzało mi się mówić obrazami na Instagramie. To miejsce jest bardziej moje. Poczytałam dialog SMSów z przyjaciółmi. Nasze przezbywania naznaczone charakterem każdego z nas. Nawet w pisaniu lakonicznym jesteśmy sobą. W kropkach, wykrzyknikach, mordkach. Nie pisujemy często w grupie. Panie się wycofały, kiedyś pisały więcej. Ale gdy już piszemy tworzymy swoją własną powieść. Prywatną literaturę.

Inaczej z Wami pisze się indywidualnie. Dialogowe powieści w przepastnej pamięci iPhonicznej. Z ilustracjami. Muzyką. Nagraniami. Na kilku kanałach. Wolicie tak pisać niż komentować tu, czy na Kotowie. Zadziwiające ilu ścieżek do siebie nam potrzeba. Co noc zasypiam patrząc na regał serdeczny. Korespondencji życiowej. Tej papierowej. Kiedyś dałam jej okładki, oprawy. Wracam do niej, cieszy mądrością archiwum i papierową formą. Pomyślałam sobie, że zachowam od zapomnienia te obrazki przelotne nie zapisane tutaj. Być może sięgniecie po nie Wy. Być może Synowie moi. Gdybym zgubiła telefon i siebie. I nie znalazła kodu do chmury – odejdą. A cieszą i mnie. Szkoda tych koralików wspomnień. Nas szkoda. Tak dobrze, że istnieje przyjaźń. Z całą swą jaźnią co przy.

Las. We Friendship. Tyle znaczeń. Nie było nas – był. Nie będzie nas – pozostanie. Pachnie sosnami, mchem, mydlnicą, macierzanką, dziurawcem. Wspomnieniami. Przyjechaliśmy tu po raz pierwszy blisko dekadę temu dzięki Marcie. I tak Pani Irenka stała się naszą daleką krewną, symbolem Babć i Cioć pozostawionych w stronach rodzinnych. Dom rozbrzmiewał tupotem małych stóp naszych dzieci, zwierzęta były zawsze miłe widziane, różowa kuchnia i jej mały stół zdawały się powiększać w miarę potrzeb. Las rozbrzmiewał naszym śpiewem, rozmowami do świtu. Sosny dotykały niewidocznych w Chicago gwiazd. Wspólne gotowanie, grzybobranie, marynowanie, łowienie ryb – zbliżało nas do siebie jak mało co. Dla każdego z nas Friendship oprócz znaczenia słownikowego ma tę właśnie podszewkę. Z placu zabaw, plaży, pętlowego drzewa na brzegu, kwitnącej na zielono wody, trampoliny, teleskopu, stodoły z kotkami, śpiewu.

I najważniejszy z tych wspomnień jest nasz wspólny czas. Uwaga. Przyjaźń właśnie

Na podorędziu

Oj. Nadciąga. Jak w literaturze. Psychoza. Podszyta strachem. Zrobiłam polskie zapasy. Blokuję umysł przed tumultem myśli. Pomaga modlitwa. Muzyka. Nervina od Bonifratrów nadesłana przez Rodziców. I ten powrót. Do pisania. Słowa dają mi poczucie ogarniania i bezpieczeństwa.

Zgromadziłam przepisy. Połączyłam ogrodowe zioła. Nareszcie zsypane z rozmaitych słoików pomagają pełnią. W herbacie. To jak przytulenie własnego ogrodu. Godzin starań przy plewieniu, suszeniu, rozdrabnianiu, przechowywaniu i teraz ta potrzeba przednówkowa zużycia i podzielenia się. I wiara w to, że pomaga. Łagodnością swojego istnienia. Mój dziki bez sprzed domu; oregano po którym tańczyły pszczoły, mięty serdeczne, melisy rozcierane, tymianek kojący. I wiązówka od Donaty. Przysłana z Polski w reakcji na moje infekcje gardła. Płatki bogoryjskiej róży dla koloru i delikatnego posmaku dzieciństwa. Smakuje. Motywacji udzieliła mi Marynia. Podesłała poniższy link. Okazało się, że większość zbierałam, hodowałam, mam. Powrót do źródeł. Polecam.

Zioła przeciwwirusowe – 12 najsilniej działających naturalnych substancji

Domowa herbata. Koi

Dom okazuje się mruczeć. Ogród czeka na cięcia. Muzyka wydobyta z oddalenia przynosi wspomnienia. To czas rekolekcji myślowych. Czas koronny. Nie chcę nadużywać tego słowa choć tyle kojarzy się ewidentnych spraw.

Widać jak na dłoni co i kto stanowi dla nas priorytet. Amplitudą telefonów, SMSów, połączeń. Po kogo sięgamy. Po co. Kto bliski jest bardziej niż strach i samotność bycia. Kto jest potrzebny. Kto niezbędny. Bądźmy dla siebie. Nawet wirtualnie. Na podorędziu

Drewienko

Mam to drewienko z plaży.

Z farbą z jakiejś łodzi.

I oranż od kajaka, która myśli wodzi ku ufności i trosce.

Błękitu łamaniu. Odległemu w spokoju bujanemu spaniu.

Oddali nie oddalisz.

Nie uśniesz w błękicie.

Zatęsknisz za przestrzenią raz na całe życie.