Teoria smaku i jego głębi

W samotności i ciszy dochodzimy do różnych wysublimowanych smaków. Często ten zmysł zastępuje nam inne. On nie zawodzi. Wytwarza się w nas reakcją.

Dojrzałe daktyle kalifornijskie o tajemniczej nazwie Medjoll pozwoliły mi odkryć nieprzeciętną słodycz. Ich pestki pomagają ćwiczyć podniebienie według zaleceń lekarza. Ślizgają się po nim z przyjemnym skrzypieniem i pomagają zapomnieć o nawykowym zaciskaniu szczęk. Radzę spróbować.

Najpierw przyszło święto serdeczne. Dziękuję Bogu za przyjaciół, za dar Patrizia i Jego talentu, za troskę i rozmowy nocne. Za odwiezienie do domu. Tyle wrażeń. Mieszanych emocji.

Od rana zaczęłam słabnieć. Gdy leżałam złożona chorobą z gwiazdami przed oczyma przy każdym podniesieniu się zastanawiałam się nad własnym ciałem. Jego psychosomatycznymi zachowaniami i miłosierdziem choroby właśnie. Grzanka przyniesiona przez syna, herbata i kawałek ciasta przez drugiego. Herbata. Zapachy z kuchni drażniące i skondensowane. Woda z cytryną. Ile znaczy serdeczność. Troska. Gest nawet z innego świata. Telefon. Skrawek dźwięku. Sygnał.

Napraszam się ludziom. Dzielę pozytywnymi piosenkami, tekstami, wspomnieniami. Odganiam depresję. Robię to rutynowo wybierając adresatów. Niektórym to przywodzi uśmiech na twarz. Niektórzy reagują. Niektórzy milczą. Każdy ma takie prawo.

Istnieję teraz bardziej w obrazkach. Choroba rozłożyła mnie tak, że nie uczestniczyłam ani w ważnych urodzinach przyjaciela, ani w epokowym jubileuszu organizacji z którą współpracuję. Ale Fb poinformował mnie o wszystkim, co chciałam i czego nie chciałam zobaczyć.

W sukurs przyszedł Dziadzio. W 29 rocznicę Swojego odejścia był ze mną. Lekturami, wspomnieniami, w zdjęciach. Szczęśliwa jesteś Dziecko? Słyszałam. Właściwie Dziadziu – bywam.

Tak bardzo zatęskniłam za domem, że podniosłam się z tego marazmu i spędziłam czas z moimi synami i ich przyjaciółmi. Przyjechali do nas malować i muzykować. Zostali na noc. Spali jak w schronisku przy kominku, grali i śpiewali mi od rana. Rozmawiali miło ze starszą panią, mamą jednego z nich. Jeszcze są dziećmi. Jeszcze nie mogą sami prowadzić, nie wyrywają się, a garną do siebie. To takie ulotne. Dobrze mi z nimi było. Serdecznie.

Był czas na posiłek, grę planszową, kino, przejście po sklepie gdzie powitał mnie cud metalowej wycinanki. Czy jestem silniejsza po tym przymusowym, wymierzonym mi przez ciało wypoczynku? Bywam

2 uwagi do wpisu “Teoria smaku i jego głębi

  1. To bywanie dotyczy pewnie kazdego z nas. Ze „starsza pania” przegielas… nie postarzaj mnie!!! (tu powinien byc emoji of laughing face tylko mi nie dziala). Metalowa wycinanka oczywiscie zajezysta! Ciesze sie ze zdrowiejesz, czujesz sie lepiej i nie poddajesz melancholii. Buziaczki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s