Ciocia Oleńka

Odeszła dziś do Pana. Umęczona chorobą nie cierpiała odchodząc. Wcześniej.

Mieszkała na brzegu krakowskich Plant. Na Dunajewskiego. Wchodziło się w przedziwną bramę i wysoko wysoko po schodach. Taka kamienica z tajemnicą.

Krakuska ze swadą, poczuciem humoru i błyskiem w oku. Opowiadająca anegdoty z dystansem i radością. Była moim zachwytem – jedną z Cioć męża, którą od razu pokochałam. Pisałyśmy do siebie regularnie od lat. Świątecznie. Pismo miała metodyczne, równe, kształtne, a łatwość pisania wielką. I serce. I zdolności. I ciepło.

Mama Zosia właśnie podzieliła się ze mną Swoim smutkiem. Straciła Bliską. Odwoziłam Joankę po kilkunastu latach przerwy. Rozmawiałyśmy o życiu i Krakowie.

Zapamiętam Cioci Oli piękną miłość do wujka Jurka, który razem z Tatą Mieciem z pewnością żartują na powitalnym ognisku w niebie. Wujek na swojej kolarce z jeżynami w kankach i glukozą pitą przez rurkę. Tato z pieczonymi ziemniakami, miodem i opowieściami o mięcie na poddaszu. Dziękuję Ciociu za Twoje zainteresowanie nami, naszymi dziećmi, naszym życiem na obczyźnie. Za życzliwość. Za to, że zawsze przywoływałaś uśmiech wspomnień. Pozostaniesz w naszych sercach. Krzysiu i Andrzeju z Rodzinami, Ciociu, Mamo – przytulamy!

Ks. Walek Gibała – XV

Dzisiaj mija piętnasta rocznica odejścia do Pana księdza Wiesława Gibały – Walka. Przyjaciela, opiekuna, mentora, mądrego, dobrego, dowcipnego Człowieka, głęboko wierzącego Kapłana, który wpłynął na całe moje życie i był przy mnie podczas burz dorastania, zawodów, na pielgrzymkach, wyjazdach, wyprawach. Zapadały mi w serce Jego kazania, komentarze, szczególnie te lakoniczne. Był mistrzem pointy. Potrafił nas mądrze pytać, tak, abyśmy sami docierali do wniosków, które zostawały już z nami. Modlę się dotąd modlitwami, które mi polecił, powracam w góry, które mi wytłumaczył, temperuję się ze świadomością zdawkowego komentarza. Noszę w sercu Jego naukę, Staszów, pielgrzymki, Częstochowę, Tatry, Góry Sowie, Sudety, Taize, Pragę, Włochy, Wszechświęte, a przede wszystkim kazanie na naszym ślubie. I Elbrus w Kaukazie. I zaginięcie.

Jak dobrze było Go spotkać i cieszyć się Jego opieką. Był naszą latarnią. Jak dobrze jest mieć świadomość posiadania Takiego orędownika w niebie. Czas wspólnie spędzony, otwartość, spokój, zaufanie, motywowanie do osiągnięć, wsparcie w chwilach buntu i zwątpienia. A przede wszystkim czas nam poświęcony. I posiady.

I psychiczną przystań.

Wieczny odpoczynek Księże Wiesiu. Z serca dziękuję