Akacjowy las

W ucieczce na ćwiczenia, gdzie udowadniam sobie własną lichą kondycję, kopię i boksuję się z wolą – przejeżdżam przez akacjowy las. Pachnie kwitnąc jak wszystkie uroki dzieciństwa, ulotny zapach za którym szłam w Zakopanem. Jak nadzieja

Hamak z melisy

Nadchodzi zawsze taki dzień na przedprożu lata, gdy upał wypełnia olejkami moje zioła. Nigdy nie śmiałam bazować na ich sile. Nie używałam ich aż było za późno. Dziś zmieniłam się. Przycięłam, zrobiłam melisokosy. Lubczyk, oregano i szczypiorek powiązałam w bouquet garni.

Wyrwałam chwasty. I najwięcej było fiołków. Ot taki ogród podduszony fiołkami. Teraz wszystko rozpostarło się inaczej. Woda szemrze w fontannie w tworzeniu, jaka była marzeniem mojego młodszego syna. Sam pomyślał o wykopaniu dołu, przyjaciele mu pomogli, nagrali nawet rap o tym procesie, z gliny pozyskanej zrobili misy. Pomysłowy jak Tomek Sawyer.

Gdy pracuje się w pocie czoła i jest się okularnikiem zadziwienie wysiłkiem skrapla się w soczewkach. Dobrze jest modlić się w ogrodzie. Wszędzie jest blisko. I do ziemi i do nieba.

Małe uśmiechy losu tego święta pamięci: reaktywowanie hamaka na jabłoni posadzonej przez Dziadzia Miecia, aby leżeć pod gruszą. I prywatne Karaiby za kuchennym oknem dzięki muzykalnemu sąsiadowi. Radość wspólnej, rodzinnej pracy, pamięć przyjaciół, lekcja kaligrafii z garnącymi się do wiedzy dziewuszkami. Miłe chwile. Szczaw uszczknięty. Rozmowy nieśpieszne. I nowa funkcja telefonu tworząca pokazy slajdów z otchłani pamięci tegoż. I tęsknota, za tym, co było. I nadzieja na to, co będzie. Ile mocy w obcowaniu ze słońcem i hamaku z melisy

Dni Matki

Tyle ich. Rozpięcie pomiędzy Polską a Stanami daje kilka dni rozmyślań. Jedynie chwile zatrzymania w pędzie dają prawdziwe wytchnienie. Przytulenie z serca, przyzwolenie bez szemrania na wycieczkę nad jezioro. Jedność. Brakuje mi Mamy na codzień. W mojej rzeczywistości. Jest w wirtualnej. Rzeczywistość jest moim matkowaniem. Nie pojmie tego szczególnego związku ten, który nie wsłucha się w siebie.

Pomimo wszystko

Serdeczność. Wspólnej pracy. Odpoczynku. Słuchanie muzyki. Bez potrzeby słów. Bez ich zgiełku. Wspólne trwanie. W sympatii, bez wiecznej pretensji. Dlatego pretensja tak się definiuje. Gdyż wywołuje napięcie. I nie dziwi werdykt stomatologa, że zgrzytam zębami, tak mocno je zaciskając w nocy, że się budzę.

Ludzie, których spotykamy i gościmy niosą swoją historię, dają nam coś. Moi okazali się wysłannikami św. Józefa. Uzmysłowieniem, że ludzie mogą się zastępować, wymieniać. Luki poczynione przez tych, dla których jesteśmy zbędni, niepotrzebni – zabliźniają się z czasem, puste miejsca przy stole wypełniają się innymi. Tęsknota cichnie. Cisza jest pogodzeniem się z tym, z czym nie ma siły walczyć. Przebaczać należy 77 razy. Sobie. Innym. Kiedy można przestać?

Pamiętam moje wywody, gdy miałam 18 lat i jeszcze byłam przed. Eudajmonizm – najwyższe dobro i cel to szczęście. Ileż można trwać w nieszczęściu i jedynie uśmiechać się do życia – dzielnie? Ileż. Jakże ważne są mądre życiowe wybory. Jakże trzeba ostrożnie nabierać pewności do kogoś, aby się nie zawieść. Ale nawet i zawód pomaga wzrastać. Wyciszać pragnienie, aby wszystko działo się po naszemu. Rekolekcje. Wzrastanie w samotności i w wierze. Zbliżanie do aniołów. Odpuszczanie. Znajdowanie wybaczenia. Nie jest to łatwe. Warto jednak. Tego się trzymam. Nawet kamień może poczuć ciepło. Wierzę

Marynia

Moja córunia chrzestna. Radosna i inteligentna. Uczynna, dobra i czytająca. Potrafiąca współczuć. Całą sobą. Odkrywająca nowe światy. Mądra.

Z całego serca życzę Ci błogosławieństwa Ducha Świętego. Nie tylko w dzisiejszym dniu. Także na całe życie. Jakże cieszę się, iż dzięki Pani Anetce nasza wspólna ulubiona pisarka napisała Ci takie życzenia:

Powtórzę za Mistrzynią MałMusią: brzmij zawsze unisono z Jesusem!