Ognisko

Spaliłam zeszłe lato, które przerodziło się w najdłuższą zimę. Odrętwione ręce przesiąkły zapachem malinowego chruśniaka, zgrubiałych gałęzi porzeczek, łuków zaczepnych jeżyn, tyczek ziela ojca, które pod wpływem ognia pękało na dwoje. Ogień pachnie. Przydymienia od liści leszczyny i wierzby rozniecałam resztkami choinki. Słoma melisowa nadal pachnie cytryną. Chciałabym wiele wypalić, spopielić, rozsypać. Przedłużająca się zima dała odpocząć przyciętej winorośli, jest nadzieja na porto Margot. Jest

Uprawiany samotnie ogród staje się bardziej mój.

Pamięć grabienia pod śniegiem z deszczem i słuchania muzyki powróci podczas wiosny. Pozwolę roślinom wodzić prym. Nie będę ich spiętrzać. Dam odpocząć i wypięknieć. Nie boję się już kolorów. Uwolniłam róż. Pokochałam błękit

Paciorki

Gdy dotykam różańca, szemranie wewnętrzne ustaje.

pexels-photo-236336.jpeg

Ten z Ziemi Świętej zwyczajny, drewniany, lekki i oswojony od Pietrka przyzwyczaił się do dłoni. Jest instynktowny. Jak katalogowanie, którego bardzo brakuje, jak przeglądanie obrazów. Ten kolorowy z Pustelni Złotego Lasu od Cioci Ani – chroni mnie jak korale, przechodzi przez głowę – zatrzymuje się na palcach, zastanawia – jakim kolorem się modlę? Spoglądać pozwala. Ten z Fatimy, którym często myślę o synu Arturze i jego przyjaźni z Fatimą wyłania się z rozmaitych kieszeni w sytuacjach kluczowych. Chciałabym sobie przywieźć z Polski taki na palec, którego nie zgubię.

Ale paciorki kojarzą się także z tymi, które staram się nanizywać na sznurek pamięci. Są błogosławieństwem, pojawiają się znikąd i zdają się głaskać skrzydłem, są dobrem.  Radość spotkania z kimś dawno nie widzianym, a bliskim, bycie razem. Uścisk psychiczny. Pamięć. Powrót do bliskości z kimś, kto odszedł, a powrócił choćby na moment. Taniec w porozumieniu, płynność mimowolna. Radość kręgu tanecznego. List od przyjaciela ze studiów. Śpiew w grupie, wsłuchanie się w śpiew innych – siedząc w środku, drżenie własnego głosu w zlaniu z chórem. Podziw dla głosów obcych i znajomych ludzi, nić porozumienia w spojrzeniach i zanikanie obcości. Radość przyjaciela z pamięci o urodzinach. Włączenie przypadkowe radia, a w nim właśnie reportaż w którym mówią dobre, mądre słowa i dialog osobisty poza anteną. Prywatne audycje – telefoniczne rozmowy z osobami, które mają pomnikowe głosy, a ich słowa, ciche, spokojne, szczere ofiarowane są tylko mnie. Przyjaciółka w roli matki chrzestnej z Kopciuszka, dzieląca się talentem swych rąk i dobrem, odmieniająca moją zwyczajność w swoją nadzwyczajność, widząca mnie ładniej niż sama zdołam. I reagujący na tę odmianę ludzie i przypadkowy, nieuważny być może zachwyt. Ćwiczenia do muzyki, oporność na przypatrzenie się sobie w lustrze, oswajanie własnych sprzeciwów. Muzyka i płynność ruchów instruktorki, gesty dłoni, nóg, synchronizacja, gracja boksu, podskoków, kroków. Sympatia. I dno serca. Muzyka, dedykowana – do wysłuchania, nowa, jak prywatna lista marzeń. Ptaki pomagające przy pracach ogrodowych. Ich śpiew. Karaibski sąsiad i jego niedzielne bębnienie. Koncert kompozytorki dla zmarłego ojca.

Tyle dźwięków. Smakują w samotności. Tyle można usłyszeć w ciszy. Cierpliwej. Życie jest czekaniem paciorków

 

Serce

Okazane wtedy, gdy atencją, słowem, przykładem, uśmiechem, wspieramy kogoś, kto bardzo tego potrzebuje. Skrywamy je w dłoniach, dajemy na dłoni, bije nam jak oszalałe, wpada w palpitację. Wystarczy przebłysk porozumienia. Wybieramy sercem.

Okazujemy. Przylgnąć potrafimy jak nikt. Serdeczność w nas się rodzi, odruchowa. I nie potrzebujemy dowodów, jesteśmy jedni, bez odmiennych twarzy dla rozmaitych ludzi, bez masek i kłamania. Bez chłoduheart-love-romance-valentine.jpg

Bliscy

Wybieramy ich sobie albo rodzimy, bądź rodzimy się z nich. Nigdy nie stają się bliscy z przymysu i im bardziej chcemy aby tacy byli – uciekają uparciej. Jeśli chcą być przy nas – są, dając znaki życia, pamięci. Nasze życia wtapiają się w siebie wzajemnie.

Cały Wielki Tydzień rozmyślałam nad bliskością. Jeszcze nigdy w życiu tak głęboko nie przeżyłam Triduum. Rekolekcje Dominikańskie. Urlop pomógł, towarzystwo Tomka i Artka wsparło. Wolne chłopców zmieniło rytm moich dni. Wygrabienie z zimy ogrodu uporządkowało myśli. Przycięcie winorośli zabolało. Niewprawne dłonie zapłonęły stawami. Wypalenie chorych gałęzi uwędziło uwięziony smutek. Milczenie ma słodki smak. Powtarzanie z przeświadczeniem słów: Panie Ty się tym zajmij skutkuje spokojem, i choć czasem łza zakręci się w oku – życzliwość dodaje skrzydeł, pozwala się uśmiechnąć. Wszystko, co mamy ze sobą moi Bliscy – to nasz wspólny czas, nawet jeśli go niewiele, jeśli zostają z niego tylko krople – wart jest zachodu. A uwaga, słuchanie, mówienie, podejście, dobre słowo, energia śmiechu i ćwiczeń działa cuda. Ten moment rozbawienia i wybuchającej sympatii, ten dobry odruch to najprzyjemniejsze chwile.

Wiosna za rogiem, Nadzieja w sercu, wstajemy