Jedność obcowania

Rodzice na tle miastaDziś w Polsce za kilka minut Tato rozpocznie obchody Swoich 70 urodzin. To wspaniały jubileusz, którego z serca gratulujemy składając życzenia dobra, uśmiechu, zdrowia, czasu dla Siebie i Bliskich, radości z wszelakiej codzienności i niecodzienności, ufności.

Mieliśmy zaszczyt gościć Mamę i Tatę przez prawie dwa miesiące, od komunii Tomka. To prawda, że najważniejszy jest nasz wspólny czas. Widać wtedy więcej, jest się bliżej, bardziej zwarcie, można czerpać naukę ze zwyczajnego obcowania, nawet w milczeniu. Radosne chwile przychodzą jak migotanie zachwytu – zbiegi okoliczności, a normalne życie toczy się pomiędzy tymi chwilami. Wtedy obserwuje się mimochodem siebie nawzajem, pojmuje podobieństwa, docenia odmienności, czuje się bliskość. Tak dobrze jest przytulić się do własnych Bliskich, kiedy jeszcze można. Dowiedzieć się, jak przycinać krzewy, prawidłowo składać, podprawiać krupnik pyzami. Dobrze jest obcować.

Ten rok jest jubileuszowy. Obie nasze Mamy i Tato kończą tę samą liczbę lat. Rodzice dodatkowo 45 rocznicę ślubu, Mariusz 45 urodziny. To ramy obrazów, które zatrzymują w kadrze i dają się nam, dzieciom zatrzymać przy czwartym przykazaniu.

Długo nosiłam w sobie te słowa. Teraz nadchodząca polska północ je wyzwoliła. I tak jak czasami sama siebie nie rozumiem – wiem, że zdaję się rozumieć istotę małżeństwa moich Rodziców, owe mądre przy sobie trwanie z wszelkim dobrodziejstwem tzw. inwentarza. A mamy tam zarówno zalety, jak i drobne niedogodności charakterów. Szacunek do Siebie – pomimo i zarówno, uzbrajający w cierpliwość. Zaciekawienie Sobą – ładne słuchanie, zaniechiwanie konfliktów, przemilczenia taktowne. Trwanie obok – przyjemność i potrzeba bycia obok Siebie – wspólne chwile podczas wypoczynku, przy pracy, gotowaniu, czynnościach wszelakich. I pracowitość. Potrzeba bycia użytecznymi. Chciałam pod koniec pobytu, gdy wzięłam kilka dni wolnych jeszcze coś wspólnie obejrzeć, pokazać. Życzeniem jednak Rodziców było wspólne uładzenie schowków, w których zamykam przeszłość, do której w natłoku nie chcę wracać. Katharsis wyniesienia z domu wielu worów ubrań, zabawek, ustrojstw, które blokują przestrzeń, a strach je wyrzucić, gdyż stanowią nieomal pamiątkę emigracyjną. Uwolnienie, teraz kontynuowane przez radosny, metodyczny nałóg.

Wzorowanie. I nie laurkuję tu wcale, jedynie podziwiam jedność obcowania moich Rodziców z okazji Ich świąt, w centralny dzień owego trójdnia. Pozdrawiam z serca. Zatrzymana w kadrze przy oknie. Spokojna Waszym mottem: I to przeminie. Ale warto sobie to uzmysłowić. Dziękuję!