Zapach Matki Drogi

Jak dobrze jest w grupie zgranych motocyklistów wybrać się na przejażdżkę – pobocznymi, scenicznymi, zakręcającymi drogami. Wychodzi wtedy na to, że dusze panów w skórach są romantyczne, potrafią odnaleźć najpiękniejsze zakątki i po prostu się nimi cieszyć.

Motocykliści pozdrawiają się gestem  przypominającym „strzał w kolano”, usmiechają się do siebie. W trakcie przejazdu uzupełniają się, pasażerki spontanicznie wyrzucają ramiona w górę przy radosnych zjazdach z wzniesień.

Droga pachnie – skoszoną trawą, ziołami, spalinami, obornikiem, ale i czuć padłe u jej brzegów zwierzęta. Te zapachy zadziwiają, gdyż w samochodach nie można ich doświadczać. Dopiero obcowanie z drogą w bezpośrednim kontakcie pozwala ją w pełni poczuć.

Szybsza jazda całuje twarz kamyczkami, nie wolno śpiewać, aby się nie najeść się insektów. Długie włosy kierowcy chłoszczą po twarzy pasażera.

Ale poza tym droga pachnie, śpiewa i kusi. Długie wyjazdy podbite są samotnością i odosobnieniem. Wyolbrzymiają problemy, zmuszają do zastanowienia.

Ciekawa jestem wrażeń męża po powrocie z przejazdu szczytami Appallachów, ze zdobytym dragonem w myślach.  Z ochotą pojadę na najkrótszą nawet przejażdżkę.

Ciocia Jasia

Dowiedziałam się przed kwadransem od Taty, że trzy godziny temu odeszła od nas Ciocia Jasia. Nie cierpiała. Była w stanie śpiączki. Dzisiaj podczas dnia przygotowań do wyjazdu – przychodziła nam z Mamą Zosią często na myśl. A teraz otworzył się w mojej głowie prawdziwy strumień świadomości. Zupełnie nie jestem przygotowana na takie rozwiązanie tej nagłej, jak mi się wydawało, choroby.
Efekt oddalenia zwielokratnia wygładzanie rzeczywistości – osoby zdrowe, sprzed 20 lat, takie same pozostają w naszych myślach. A przecież podczas odwiedzin grudniowych z trudem wstawała i prostowała kolana, ostatnia choroba i operacja zaskoczyła wszystkich.

Ciociu – popierałaś mnie jak mało kto – czułam Twoją dumę ze mnie, z mojej, jak to nazywałaś – odwagi, nawet z mojej urody – powtarzałaś, że jestem piękną kobietą. Dziękuję Ci za wszystkie sweterki, bluzeczki, wsparcie. Zawsze miło było Cię odwiedzić w domu przy zakręcie, który odwiecznie kojarzył mi się z Twoją przebojową Mamą – Babcią Anielą, która popalając opowiadała fascynujące historie o wojennym ostrzeliwaniu kościoła, kolei wąskotorowej, wyprawach na targ, która serdecznie rozmawiała z dziadziem Józiem, Panem Jarosem, a nas z Anią gładziła po głowie. Byłaś Jej częścią i gdy odeszła, nosiłaś Ją w Sobie. Wujek Czesiu odwiedzał nas częściej, ale zawsze byłaś obecna, choć nieobecna. Do Ciebie się chodziło w odwiedziny. Słuchałaś jak nikt – zadawałaś mądre pytania, radziłaś odważnie próbować, miałaś bardzo miły głos, poczucie humoru i ten błysk w oku, który nigdy nie powolił Ci się zestarzeć. Gdzieś w środku pozostałaś tą piękną dziewczyną, która posmarowawszy się olejkiem usnęła na słońcu i opaliła tak, że po leczeniu maślanką wyglądała jak Meksykanka. Nawet do Meksyku zawiozłam tę historię.

Herbata najlepiej smakowała u Ciebie w kuchni, pod tym dużym oknem, w szklance z uszkiem z ukrojoną specjalnie cytryną, słodka w sam raz. I te ciasteczka maślane w formie wiatraczków z żelaznego, ozdobnego pudełka z zawiaskami. I świadomość, że każdy przywieziony Ci maleńki prezent ze świata – stał na zacnym miejscu, solniczki w kształcie małych pękatych dyń, moje już prawie wypłowiałe obrazki z płatków, kartki i listy na święta cieszyły się atencją wtykane za kredensową szybkę. Czułam się u Ciebie zawsze jak wyczekiwany gość, specjanie. I ten gdański kredens – tajemniczy i charakterystyczny. Kwiaty kwitły u Ciebie na wesoło, kolorowo. Kojarzysz mi się także z margerytkami, które miały swoje stanowisko przy schodach – w tym roku kupiłam je do naszego ogrodu, a teraz Ci je dedykuję. Przepraszam, że ostatnio nie pisałam, mówiłaś podczas ostatniej rozmowy, że rozumiesz, a jednak.

Wujku kochany – szczere wyrazy współczucia, Wszystkich Was w Polsce obejmuję!

Unikałaś zdjęć i prosiłaś, aby Ci ich nie robić. Przeszukałam kilka albumów i niewiele znalazłam. Ciągle szukam. Najbardziej radosne zdjęcia z dzieciństwa mam z Twojego domu, wykonał je Pan Staś, Twój brat, któremu także współczuję.

Ciociu, odszukam granatowy blezer od Ciebie. Przytulę się do pamięci o Tobie. Już Cię nic nie boli – i tyle kochanych osób Cię wita. Oni mają święto! Mam nadzieję, że śmiejesz się radośnie!Ciocia Jasia