Przytulenie przestrzeni

Kiedy biegniemy kurcgalopem ze strachem w oczach, czuwamy nad umykającym czasem, boimy się własnego komputera i zdajemy sobie sprawę, że przebywanie poza siecią jest przywilejem – zapominamy o przestrzeniach, które czekają w nas na przytulenie. A gdy przecudnym zbiegiem okoliczności i dzięki serdecznej rozmowie otrzymujemy szansę na spokój, gościnni gospodarze ofiarowują nam swój dom i udostępniają własną wizję wsi – traktujemy to jako uśmiech Najwyższego.

Dużo we mnie szarpania przed wyjazdem, zgranie wszystkiego z jednej strony motywuje, z innej denerwuje. Dom wystawia wszyskie swoje braki jakby z niechęcią pytając – Jedziesz? A tu łazienka czeka na remont, kwiaty w ogrodzie na posadzenie… Wypełzają torby, każda z innej parafii, niekompletne skarpetki, dziesiątki małych spraw bez których nie można przecież się wyrwać na dwie noce. Po gorączce przychodzi jazda, wyciszająca. W tym przypadku słoneczna droga wśród pól z ciągłym celem przed oczyma – mężem na harleyu, którego kitka powiewa wesoło wystając spod kasku. Muzyka, nieodłączna, głośna, radosna. Synkowie radośni, podśpiewujący, ja chłonąca – ich radość, muzykę, przyjemność płynącą z kierowania samochodu i widoki.

Odkrywanie nowego miejsca i towarzyszące temu zaskoczenia – ogromna połać ziemi, staw, pstrągi, żaby kumkające, kijanki pływające jak w Bogorii, kury z pięknym kogutem, kot, sąsiadujące z posiadłością stadniny gdzie biegają konie, wśród nich klacz ze źrebięciem, które przywołuje rżeniem, ptaki i dom, z charakterem i duszą. I tak na każdym kroku. Nadjeżdząją przyjaciele, radosne powitania, dzieci zapominają o elektronice, biegają, tryskają radością, dopominają się posiłku, następuje odwrócenie zwykłej codzienności.
I radość z siebie. Z obcowania ze sobą – jakie dziwne jest to słowo – podczas obcowania oswajamy swoją obcość przecież. I już zaczynamy podśpiewywać, tańczyć, raczyć się przysmakami, cieszyć. Mamy czas posiedzieć, niespiesznie otworzyć się na ludzi, których znamy, posłuchać dykteryjek, wymyślić coś zabawnego, a gdy przyjdzie odpowiednia chwila zapytać o radę, podzielić troskami.

Pozwalamy Bliskim zobaczyć więcej, dajemy szansę na zadawanie pytań, stajemy się prawdziwsi, bez mundurka. Zdarza się, że łza zakręci się w oku, zwierzenie zadziwi odwagą, prawda wzmocni. I spać się nie chce, gdyż szkoda tego wolnego czasu. Polskie radio przenosi w inny wymiar – scala mostem naszą przeszłość i obecność, powoduje, że wieś przypomina naszą z dzieciństwa: Strzałków, Mikułowice, Bogorię, Gniewczynę, Ciche, Pyzówkę.

Jest i czas na przemianę duchową. Nam udało się uczestniczyć w pięknej Mszy, podczas której kapłan dotarł do naszych serc. Poruszył istotę małżeństwa. Wskazał na to, iż jesteśmy dla siebie nawzajem drogą do zbawienia – krzyżem także. Jakby w Zielone Świątki, w Zesłanie Ducha Świętego On Sam nad nami czuwał. A nasi aniołowie stróże z miłością przy nas stali. Szkoda, że nie zapytałam jak mają na imiona. Odpowiedzieliby o świcie. Jak w Mieście Aniołów.

Dzięki naszym kochającym mężom – dzieci uczciły i polski Dzień Mam, wymalowane przez nie serca są najmilszą pamiątką tego serdecznego czasu.

Jak bardzo nie chcieliśmy wracać. Doceniam ten czas. Dziękuję za niego, musiałam to zapisać. Spokojnie, spokojnie – wchodzę w codzienność.

Pod powieką skrawek nieba mam.