Pospolite ruszenie ludzkiej życzliwości

Dwieście lat dla Jubilatki!

Odezwałam się nareszcie, chodzi mi to po głowie od dawna. W pierwszych słowach mego listu donoszę Wam, że mamy się dobrze, czego i Wam z całego serca życzymy… Powtórzę słowa sprzed roku, które w minionym czasie jeszcze bardziej zyskały na aktualności: Zaniedbuję to pisanie, przyznaję. Spowodowane to jest niechęcią do dzielenia się wszystkimi moimi przemyśleniami. Szczególnie, że te z ostatnich miesięcy nie pasują do białego, pozytywnego bloga. Ale czasami korci mnie, aby napisać coś małego choćby. Zmęczona, w kołowrocie codziennym zapominam o tej chęci. Przemilczam ją… Mam nadzieję, że mi wybaczycie, prawda?

Czy pamiętacie jeszcze taką formę listu jaka obowiązywała w epoce listów pisanych ręcznie? Przypominam ją choćby ze względu na tytuł mojego bloga Listy drukowane… ale nie tylko dlatego.

Niedawno, w wieczornym olśnieniu wpadłam na pomysł, aby zaproszenie na Jubileusz stulecia Biblioteki Muzeum Polskiego w Ameryce napisać w formie listu pisanego stalówką za pomocą atramentu. Dostałam taką od Pani Helenki jako pamiątkę po Panu Romanie. Łatwo nie było, atrament nie chciał słuchać, ale było warto. Spodobał się i mnie samej i innym.

List otwarty

Dzisiaj, gdy te uroczystości mamy już za sobą i wsłuchuję się w pozytywne tony napływających zewsząd ocen i opinii, muszę przyznać, że długotrwałe przygotowania okazały się bardzo owocne. Udało się sporo zrobić i dopiąć wielu spraw. Mówiliśmy o tym wszystkim w oficjalnych przemowach. Powstanie film, cacko Ewuli, jak ozdobny kapelusz z woalką. Dzisiaj chcę skupić się jednak nie na nas organizatorach, ale na naszych gościach i niezawodnych jak zawsze wolontariuszach, którzy jak zwykle wykazali się wielką życzliwością i stworzyli prawdziwe Pospolite Ruszenie Ludzkiej Życzliwości. Jeśli całe jubileuszowe przedsięwzięcie możemy nazwać sukcesem, to jest to osiągnięciem wszystkich ludzi dobrej woli, którzy pospieszyli z pomocą edytorską, wystawienniczą, scenograficzną, fotograficzną, obsługową w zakresie nagłośnienia i oświetlenia sali i wszelką inną na pomocy w obsłudze kulinarnej kończąc.

Teraz pragnę podziękować Halince, za wszelkie podpowiedzi scenograficzne i wizerunkowe. Ali za pomoc w aranżacji przecudnej i organizacji sprawnej, Mariance za przepyszne domowe ciasto i ciasteczka, Lidzi mojej Kochanej, Justynce, Halusi, Pani Teresie, Ani z Grzesiem. Ogórkom serdecznym za wsparcie, Grażce za królewski występ, który przeniósł mnie w czasie do naszych początków. Koniom za trwanie, rady, życzliwość, Chruszczykom za troskę, Violi, Bogusiowi i Ani za wsparcie, Miśkowi i Juli za zdjęcia, Panu Włodkowi za ragtimy, Ewom za stroje, moim Margerytkom za wsparcie, Tereni, Iwonie, Krysi za ogrom troski i pracowitość, wszystkim za serce!

Atmosfera, jaką tworzą nasi przyjaciele wraz z czytelnikami wokół muzeum może uskrzydlać i zachęcać do jeszcze większych starań o podtrzymanie tego unikalnego osiągnięcia. Wszystkich nas łączy miłość do książki i wartości tej trzeba strzec jak przysłowiowej „źrenicy oka”.

Pozdrawiam Was mocno dziękując!