Jadę do Friendship!

Z przyjaciółmi, marzeniami o grzybach i szydełkami.
Spakuję się i ucieknę z chłopakami, od kołowrotu, mnie samej zagonionej i upomponionej, lęków, przepracowania, biblioteki, książek, kłopotów z którymi kojarzy mi się miniony wypadek.
Nie wsiądę do pociągu byle jakiego, ale do naszego wysłużonego nissanka, który ma wspaniały system głośników i pośpiewamy sobie z chłopakami na „dwa ajfony i dwa szazamy” piosenki, jakie znamy i jakich nie znamy. Jak uciekamy, to uciekamy.
Podczas wyprzedaży jedna z wolontariuszek odnalazła w pudle przyniesiony przez kogoś zestaw CD, który ocaliłam od wyrzucenia. Teraz sobie przesłuchuję czyjś muzyczny świat i bardzo mi się on podoba. Ta muzyka, zgromadzona na kilkunastu płytach jest spójna i podobna – przypomina mi moje poszukiwania sprzed 20 lat. Osoba, która zgubiła ten zbiór lub go oddała otworzyła mi okno na bardzo ciekawą muzyczną polanę. Dziękuję więc w przestrzeń. Nasze anioły stróże się porozumieją. Może kiedyś zwrócę we właściwe ręce te dyski, teraz pławię się w muzyce.

Powracam też ze smakiem w Musierowicz i to tę wcześniejszą, wchodzę w nasz jubileusz dwudziestolecia. Odnajduję rzeczy ważne, oszczędzam jak szalona i szereguję, wyzbywam się. Nawet fryzurą powróciłam do siebie włoskiej. Tylko ciało jest oporne. Moja wola także.
Staram się nie martwić. Otacza mnie tyle życzliwych osób. Bliscy modlą się za mnie. Anioły czuwają, będzie dobrze. Niech zapanuje w nas radość. Razem odgonimy troski we Friendship, pośpiewamy, odetchniemy, zapatrzymy się w gwiazdy, posłuchamy jeziora. Zaakceptujemy jesień. Pozdrawiam Was wszystkich!