Zabawa z kłódką

Przez jakiś czas reklamowaliśmy w pracy benefis. Teatr na kształt krakowskiego Stu – House Theatre. Sztuka o Houdinim i jego ucieczkach przed śmiercią. Udało nam się tam być. Obojgu. A to rzadkość wielka. A i dawno nie byliśmy w Teatrze Chopina. Poruszył nas swoim krakowskim szykiem, życzliwością i jednak dynamiką, życiem. A sztuka pozwoliła na zamyślenie – nad zmyśleniami, sensem iluzji. I tej w sztuce, i tej w sztuce pomagania. Jednak nasze wspólne oglądanie warte było opłaty. Słyszenie śpiewów w kwadrofonii, widzenie oddechu aktorów na tle znajomych z muzeum twarzy. Scena z dzwonkami i parasolami – ulotna i piękna. Życzliwość także. Twarze z plakatów ożyły, a sztuka do nas pasowała. Jak rękawiczka z Dwudziestolecia.
Wybrali Mariusza do udziału w przedstawieniu. Obawiałam się, że tak zatrzaśnie kłódkę, że aktor nie wydobędzie się z wody. Jak dziecko.
Czyli nie zaczęłam się starzeć.
A praca nad nocnymi biografiami osób z przeszłości muzeum to jak chodzenie po szkle. Pełna jest okrzyków – oj, a jednak się mało zmienia!

Tacie w prezencie – na Jego urodziny i moje imieniny, obiecany post

Cudni ludzie. Bliscy, myślący, rozmodleni. Pomocni. Pod koniec wizyty nareszcie nastały słoneczne dni. Przez 4 tygodnie przyszlo nam odczuć wczesną wiosnę, porę deszczową i nareszcie nadeszło lato. Polskie, bez wilgotności niemożliwej. Tak serce bolało, gdy trzeba się było zbierać do wyjazdu. Zwolnienie myślenia nareszcie zaczęło działać. Odniesienie do siebie zostało wyostrzone.
Pełne gracji i szyku Polki mimowolnie uczą odpowiedniego podejścia do swoich zasobów. Używanie żelazka i wałków jest podstawą dbałości o elegancję. Prawda tkwi gdzie indziej.
Równowaga uzyskana dzięki rozmowom i zapewnieniom, że odnalezienia są radosne niezmiernie pomaga. Krajobrazy koją. Polska przyjęła mnie akacjami a żegnała lipami. Aromaty przeszywają wspomnienia. Smaki każdego domu, bukiety wyzwolone domowymi winami oraz potrawami oddają charakter każdego domostwa.
W polski Dzień Ojca cały dzień przeszedł na kontemplowaniu roli ojca na podstawie obserwowania codzienności Tatula. Obserwacje, przemyślenia, rozmowy. Ojcostwo to nie tacierzyństwo. To coś zgoła innego! Fenomen.
Podczas wizyt u Bliskich udo mi się zakotwiczyć wspomnienia chłopców, połączyć twarze ze zdjęć z osobami. Zmienić wymiar wspomnień z płaskiego na przestrzenny. Pokochać na nowo. Po wyczerpaniu woreczka z prezentami zaczęłam kupować kwiaty i książki. Może tak trzeba było od początku?
Rozstania były łzawe. Przeszywające z pewnością, że zbyt mało czasu, zbyt mało zostało wypowiedziane, przytulone, odkryte. Należy odjeżdżać z niedosytem. To on pozwala myślom krążyć wsród Bliskich. Przemyśliwać wcześniejsze wrażenia, uogólniać, wyciągać wnioski i podsumowania.
Powroty są zadziwiające – wypełniamy pozostawione po sobie miejsce wsród buszującej natury. Tu też tęsknią, ale tęsknota jest krótsza, choć może intensywniesza. Tu brakuje nas codziennie. Tam nasz przyjazd jest niecodzienny.
Serce przepełnia mi wdzięczność. Za wszystkie otwarte przede mną drzwi, za serce mi okazane, za współistnienie, obcowanie które dało bliskość. Za chęci. Tak trudno to zamknąć w słowa i dlatego zwlekałam.
Bardzo dobrze postanowiłam. Jestem z siebie dumna. To była ogromnie ważna podróż.