Dzieje jednej Walentynki

Trudny tydzień. Spotkanie bibliotekarzy odbyłam z synami, jeden bywał pod stołem, drugi czytał. Nawet się zbytnio nie nudzili.

Na Mszy pożegnalnej Pani Stasi przejęła mnie bardzo spokojna homilia księdza Piotra. W duchu ułożyłam wstęp do własnego testamentu, wiele wyniosłam z tego rachunku sumienia. A w duchu byłam raczej niespokojna. Pożegnaniem Pani Stasi, naszej wolontariuszki, tak żywej w pamięci ze wszystkimi swoimi cechami – nawet stylem mówienia, malowania i chodzenia, z Jej bańkami i pisankami, dłońmi, sposobem rozprowadzania farby na podkładce i samej ozdobie, sweterkami i komentarzami, a zamkniętej w formie małej drewnianej skrzynki. Popiołem będącej, w Popielec. Myśli pobiegły zaraz w kierunku – a co po mnie pozostanie? Bałagan, zdjęcia, ropoczęte kartki, tony notatek, nagrania?

Niepokój był także realny, gdyż dzisiaj poddana zostałam zabiegowi laserowemu, właściwie moje żyły. Rano zryw z próbą nadążenia za prawie pięćdziesiątką Walentynek dla chłopców do szkoły. Nerwy, blokada Tomka – nie chciał jechać autobusem. Zawiozłam więc go samochodem. A pod szkołą festiwal czerwieni i różu, kwiatów i czekoladek, wszyscy uśmiechnięci i witający. Po miłym powitaniu przez dzieci z klasy – uśmiechnięty poszedł na lekcje. A ja wróciłam do domu i w zrywie, powodowana słońcem – zabrałam z półki czerwone książki o znaczących tytułach, jedno z dawno kupionych dla chłopaków serc i zrobiłam kilka zdjęć na podwórku komórką. Komórką delikatnie obrobiłam i wstawiłam na Facebook. Różne warianty w domu i w pracy. Porozmawiałam z rodziną przez trójdzielny komputer, łączność z Bogorią i Krakowem nadzyczajnie mnie pokrzepiła. I pojechałam sobie na zabieg. Tam urzekła mnie swoją fachowością niewielka Ludmiła, lekarz też nie był przykry – i mam 1/3 zabiegów z głowy.

A walentynka tak się spodobała, że przejęła ją od muzeum i ambasada w stolicy i konsulat w stanie aniołów. Pomyślałam, że przydałoby się jakoś podpisywać te ulotne stany, choćby nazwą biblioteki, ale już po fakcie. I mnie cieszy to serduszko. Wklejam je więc i tu, gdyż dla mnie haczykiem są książki. I właśnie do nich powracam.

Dziękuję Tatulowi i Moni za wierność sprawdzania moich zapisków. Dobrze jest wrócić do siebie.

Powrót

Udało mi się wiele. Przeżyć święta z ukochaną Rodziną, drugą Mamą – kochaną Zosią i wspaniałymi Przyjaciółmi. Zakończyć z fasonem i w todze studia oraz pomóc wprowadzić nowy program w pracy. Teraz przyszedł czas na naukę nowego, powrót do źródeł i do siebie. Zwyczajnej, spokojnej, czytającej, słuchającej i robiącej na szydełku. Tulimy się z chłopakami przy miłych filmach. Uczymy modlitw do Komunii, zbieramy grosiki na bilety do Polski.