Spokój, spięcie, wystąpienie, punk rock, poryw serc i reklama

   Tak w skrócie możnaby opisać moje ostatnie tygodnie. Miałam szansę skomplikować sobie życie. Chciałam wystąpić na konferencji, to wystąpiłam. Wiązało się z tym wiele nerwów i przygotowań, ale było warto. Wiele się nauczyłam od współmówców, wiele mnie przemyśleń kosztowała webalizacja zadań. Już po wszytkim, w niedzielę – obudziłam się z uśmiechem na twarzy i świadomością, że wielki kamień spadł mi z ramion, aże z liścia kwiatka, który zwisa nad moim łóżkiem – zwisał anioł w zielonej sukience – pomyślałam sobie, że to dobry tytuł – obudzić się z ulgą, podglądając anioły.

   Kilkoro Kochanych, Wiernych Czytelników ostatnio nadmieniło mi, że zbyt rzadko piszę. O pisaniu myślę często, ale życie mnie przytłacza i później tematy wydają się błahe. Wybaczcie. Czasami warto poczekać z pisaniem. Ale to przeskakiwanie sumaryczne w potrzebie nadgonienia wydaje się potem jest takie słownikowe.

   Lubię czasami wpisać jakieś ulubione słowo w funkcję szukania. I patrzeć, jak po chwili cały błog zostaje przeszukany. Nadal mnie fascynuje technika, zastanawia i kusi. Nie mam jakiegoś przygotowania technicznego, a jednak. W szkole ostatnio zajmuję się archiwami cyfrowymi. Aby nie zaprzestać na kręgach bibliotecznych – tworzymy archiwa pewnego zespołu post punk rockowego. A jak!

   Uczestniczyliśmy w zbiórce pieniędzy dla sparaliżowanej Oli – wiele serdeczności emanowało z ludzi.

   W bibliotece ostatnio kręcili reklamę amerykańskiego sosu do sałatek. Dwudziestoosobowa ekipa przygotowywała 15 minut reklamy. Były szyny, mierzenie światła, reflektory, komputery, tydzień zamieszania, przebieranie książek według okładek i kolejne doświadczenie społeczne.

   Powyższy tekst napisany był kilka tygodni temu…

   A teraz staramy się żyć dniem dzisiejszym, cieszyć, tym, co mamy – małymi radościami. Nie wybiegamy myślą zbyt do przodu.

   Zieleni łakniemyi słońca. Miłego Walentego!