Sprawdzanie się

          Już po egzaminie, po zajęciach, które nauczyły mnie wiele. Profesor pokazywał nam swój warsztat konserwatora starych książek, miłośnika papieru, znawcy tematu. Fascynujące przykłady prawie wszystkiego, o czym opowiadał powodowały, że zapamiętywało mi się lepiej. Dzięki licznym robionym przeze mnie zdjęciom – mam w każdej chwili gotową powtórkę z tematu. Papiery czerpane, pięćsetletnie; narzędzia do ozdabiania okładek, pranie papieru, rośliny z których się go tworzy, nawet kora rozmaitych drzew i gniazda osie. Przed egzaminem odcięłam się od świata. Na tyle, na ile mogłam oczywiście. Z chłopcami w zasięgu wzroku, ale z wyłączonym komputerem i telefonem robiłam potrzebne notatki na kartkach, które później wbijałam, razem ze słownictwem w pamięć, do uprzykrzenia. Podziałało. Na pisemnym egzaminie okazało się, że mam wybrać prawidłowe odpowiedzi, czyli odpadł mi stres przejęzyczenia się, a dwa kluczowe pytania były opisowe. Starałam się jak mogłam, nawet końcowy kolofon napisałam kaligraficznie. W semestrze rysowałam na papirusie i zrobiłam w piąte urodziny Tomka papier z jego niemowlęcej koszulki, klonu japońskiego i serwetek, utrwalany galaretką malinową. To też liczyło się jako dodatkowe punkty. Zdałam więc bardzo dobrze, a zasmuciła mnie reakcja koleżanki z grupy, która nie potrafiła ukryć rozczarowania, że zdała gorzej ode mnie. To, że mówię z akcentem nie świadczy wcale o tym, że z nim myślę.  

          Doszłam do różnych wniosków. Sprawdzam się jako studentka, ale zawodzę siebie jako człowiek, kondycji nie mam żadnej. Zawodzę jako pani domu, sprzątanie mnie drażni i męczy. Staram się nie zawodzić jako mama, ale często bywam rozdrażniona, senna i zmęczona. W pracy czuję często wypalenie oraz smutek, że tak niewiele mogę wdrożyć z pozyskanych nauk. Mam stale do siebie pretensje. Obiecałam sobie, że przed upływem końca roku odwiedzę lekarzy. Sprawdziłam już wzrok, jestem w trakcie innych badań. Kilka spraw związanych ze zdrowiem mnie niepokoi. Gdybym mogła stoczyć walkę z własnym wygodnictwem oraz otyłością – poczułabym się lepiej. Bierze mnie przeziębienie.

          Wdzięczna jestem Jackowi i Hali za zaproszenie nas na obiad z okazji Święta Dziękczynienia. Uniknęłam pogoni, poświęciłam sobie trochę czasu. Odpoczęłam. Wszystkim Bliskim i Przyjaciołom jestem wdzięczna, za zrozumienie mojego zapętlenia, pomoc na każdym kroku, wysłuchiwanie, wychodzenie mi naprzeciw. Dziękuję za cierpliwość. Ostatnio zdarzają mi się nietakty, freudowskie pomyłki, przepraszam.

          Obejrzałam Rewers, jaki czekał lepszego dnia już długo. Mariusz skomentował go trafnie – żeby być wolnym trzeba wolność zamknąć w sobie. Ostatnio uwalniam moje pokłady oczekiwań, wyrzucam makulaturę, ubrania, niepotrzebne rzeczy. Szukam zagubionych kabli – do potrzebnych mi urządzeń i do siebie. Rekolekcje zaczęłam od sprzątania na kolanach przed urządzonymi w tygodniu urodzinami Tomka, tłumaczenia ważnego tekstu o Adwencie i dzisiejszego wzruszenia podczas kazania księdza Salomona z Ukrainy.

          Pokory mi trzeba.