Wujek Robuś

   Tyle spraw, tyle doświadczeń, ale i to przyczajenie w niepewności, w obawie przed nadciągającą. Wujek Robert odszedł dzisiaj. A ja oddalona od mojej cierpiącej żałobę Rodziny wyszukuję w domu wspomnień, zdjęć, rzeczy wspólnych, otrzymanych od Cioci i Wujka przedmiotów, listów, katek. Zapaliłam świeczkę, pogłaskałam obrazek pięknie wyszyty przez Ciocię, na którym widnieje dom przypominający mój, nawet wyciągnęłam kieliszki sprzed blisko 15 laty, od Nich, z których przetrwały już tylko dwa na zielonych stópkach.

   Myślowy remanent rozpoczął się od głosu Wujka, z tą miłą nutą szeptu jakby, kiedy zwracał się do mnie; do naszej ostatniej rozmowy, którą chciałam powtórzyć w tym tygodniu. Do tego, jak przypominał mi swoją postawą i zawodem Dziadzię Tomka-Józka, Jego łagodną wersję. Był jak opoka, spokojny, wspierający,  małomówny, ale z błyskiem w oku, uśmiechem zamaszystym spod sarmackiego wąsa, z poczuciem humoru, skory do śmiechu, ujmujący swoją atencją skierowaną ku żonie ukochanej – Anusi. I znów porównania, jak jestem podobna do Cioci, a mój mąż do Wujka. Pamiętam Go z naszych wspólnych chwil, z Wigilii jeszcze na górze w kamieniczce dziadków w rynku, z kawałkiem opłatka, przejętego każdymi życzeniami, ze spojrzeniem wzruszonym, ocierającego policzek. Ciocia określała to, „że się tak wołki kręcą”. Na zdjęciach stoimy często blisko, ja zmieniałam się bardzo – Wujek wcale.

   I całe moje poruszenie jest świadome tego, że choć w oddaleniu – nic nie zastąpi nam żalu po członkach rodziny, i choć Ich śmierć z oddalenia wydaje się nierzeczywista, jednak bardzo realnie pozostają w naszych sercach.

   Nie dane mi było pożegnać się z Wujkiem, ani dostatacznie Go wspierać. Modliliśmy się za Niego codziennie i strzelista modlitwa moich chłopców być może Go dosięgła.

   Tak mam, że gdy czymś się beztrosko cieszę – kolejny dzień przynosi zasmucenie. Gdy cieszyłam się beztroską pobytu we Friendship – dowiedziałam się, że Tato był w szpitalu, a stan Wujka się pogorszył. Wczoraj rozpaliliśmy ognisko i lawinowo pojawiło się u nas wielu przyjaciół, panował zgiełk i radość ze wspólnoty, wielu pytało o Tatę i Wujka. A dzisiaj wyciszony dzień domowy i wiadomość od siostry, mojej Ani. I ta cisza w sercu, gdy zdałam sobie sprawę z nieodwracalności przekazu, i „wieczny odpoczynek” odmówiony z Mariuszem, i teraz te myślenice.

   Był pięknym i dobrym człowiekiem, łączę się z Ciocią, Agnieszką, Łukaszem, wszystkimi tymi, których osierocił.

   Dziękuję Ci Wujku za każde dobre słowo, za poczucie wsparcia, jakie przy Tobie odczuwałam, za radość kontaktów z Tobą. Pozostaniesz w moim sercu siedzący przy wigilijnym stole, ubrany w garnitur i kamizelkę z pięknym purpurowym krawatem, oparty, śmiejący się z jakiejś mojej opowieści, z błyskiem w oku. I z daszkiem do tyłu na kamieniu nad Morskim Okiem. Dziękuję, że zawiozłeś mnie w tyle pięknych miejsc, dziękuję za wycieczki w góry, do Warszawy, do Krynicy, na gołoborza i to, że się czułam przez Ciebie lubiana. Dziękuję, że zawsze Ci było ze mną po drodze.

   Zabrakło mi Ciebie.