Pod dyktando

   Znow pisze ze szkoly.  Stad brak ogonkow.  Wygralam onegdaj dyktando, nadszedl czas w tym tygodniu, aby oddac cesarzowi, co cesarskie.  Mialam przyjemnosc zasiadac w komisji dyktanda dla polonijnych szkol srednich.  Madrzy mlodzi ludzie, mili nauczyciele.  Bardzo ciekawe obserwacje, jak to dobrze czasami wyjechac z wlasnego bastionu i wyjsc do ludzi. 

   Pozniej odbylam lekcje, z chlopakami pomagalo mi dwoch Andrzejow, odebralam dzieci i pojechalam do domu.  Wieczorem urodziny Moniki udaly sie niebywale, cwiczylismy przepony smiejac sie z Doparta, ktory stal sie motywem imprezy.  Mariusz po przezyciach siodlowych z Jasiem wybral sie na urodziny szefa.  Rozdzielismy sie wiec.  Nad ranem zmienili nam czas na letni. 

   W niedziele po przejsciach i zgubieniu wbrew GPS wzielam udzial w jubileuszu Pani Helenki i zobaczylam jak wieloma osobami jest otoczona, jak wyglada Jej swiat i na co przeklada sie Jej praca edytorska.  Zobaczylam swietowanie ciezkiej pracy i oddania mnisiego Glosowi Nauczyciela.  Odczulam kolejny stopien wtajemniczenia w moj temat pracy semestralnej, tego wtajemniczenia od podszewki.  Blisko dwiescie nauczycielek w jednym miejscu przywiodlo mi na mysl wersje zjazdu w formie light, ale i caly czas wracalam mysla do Mamy Zosi przechodzacej trudne badania z dusza na ramieniu lub w gardle raczej.

   W poniedzialek spotkalam sie z dwoma dziadziami Zdzisiami i Tomek wmanewrowal Ich w partyjke „Piratow”.  Uczta dla oka i serca!

   Wizje japonskie nie daja mi spokoju, zal do Czarnobyla powraca zwielokrotniony litania problemow z tarczycami u nas w rodzinie.  Dobrze, ze wiosna juz czuwa, juz wysuwa, juz zielenieje…