Pętla czasu we Friendship

   Wszystkiego dobrego w nowym.  Marzeń i radości, odkrywania uroków codzienności, niecodziennej miłości i szczęścia z inności, radujących gości!

   Pojechaliśmy na kilka dni do Friendship, do Pani Irenki.  Jeszcze nigdy nie byliśmy tam zimą.  Po drodze wstąpiliśmy na tubbing, czyli zjazdy pontonami, które przypomniały mi zjazdy na workach ze słomą wąwozikiem w stronę rzeki.  Film Piotra dokumentujący zmiany w moim terytorium dzieciństwa wzmógł potrzebę spisania, bądź też rozpamiętania tych pachnących beztroskim dzieciństwem wspomnień. 

   Dom we Friendship czekał, otwarty. Odśnieżony podjazd, bezstope połacie śniegowe, zapach opuszczenia.  Bardzo przydały się świeczki, szczególnie ta choinkowa.  Wieczorem siedzieliśmy przy stole i bigosie, przy rozmowach, dokończyłam w drodze czapkę, dorobiłam sobie do niej szalik, a podczas czwartkowego wieczoru zrobiłam jeszcze jedną na szydełku, taką miękką i kolorową.  Mogę śpiewać, rozmawiać i robić na szydełku, a nie potrafię grać i śpiewać.  Ot, takie oboczności rytmu. Następnego dnia poszliśmy na spacer do lasu i tam przy bitwie na śnieżki świętowaliśmy polski nowy rok.  Po powrocie ustroiliśmy kuchnię i salonik.  Dojechali przyjaciele, przebraliśmy się nieznacznie i zaczęła się prywatka jak za czasów staszowskich, zupełnie jak u Łyni przed laty.  Tańczyły z nami nasze dzieci, śmialiśmy się bardzo, nad szampana przedkładaliśmy cytrynówkę Koników.  Nikt się nie spieszył i nie musiał nigdzie wracać, każdy poczuwał się do gospodarowania, nie było tej jednej biegającej pani domu, ani stresu, ani przymusu.  Ależ było miło! Na Nowy Rok przybyło dnia oraz mrozu i pojechaliśmy grupowo do kościoła, a później pożarliśmy obiad przygotowany przez Anię. Graliśmy w kalambury z dziećmi i bawiliśmy się przednio.  Tomek z Tuniem biegali za Piterem, idolem absolutnym.  Tomek podśpiewywał piosenkę Sąsiedzi Big Cyca.  Zrobiłam korektę na facjatce.  W zeszły poniedziałek utopiłam w śniegu przed domem Ani mój roczny aparat, został odnaleziony dopiero w piątek.  Uratować się udało jeno kość. 

   A dzisiaj byliśmy na nartach.  Zjeżdżali panowie, ja służyłam w formie gwardii, ale nasze wspólne zdjęcie ze stoku przypomni mi miłe chwile przy każdym wyciągnięciu telefonu.  Dobrze jest mieć przyjaciół, być akceptowanym ze wszystkimi wadami, grzać się przy rozmowach, pogawędzić sobie nieco i nie narzekać!