Kamper Ogorkow

   Niesamowite. Siedze przy kuchennym stole. Pije wode z sokiem porzeczkowym z naszych, ogrodowych bogoryjskich owocow, patrze w okno, a za nim przesuwa mi sie najpiekniejsze oblicze Michigan, i stanu, i jeziora. Frajda, wielka frajda. Samochod gabarytow autobusu, kuchnia z sypialnia i lazienka na kolach. Kawa w locie? Nie ma sprawy. W dodatku stabilnosc prawie kolejowa i te wrazenia, jakby sie posiadalo polski wagon Warsu. Rejestracja OGORKOW RV uzmyslawia nazwisko wlascicieli tego genialnego wynalazku, ktorzy udostepnili nam kluczyki do wypoczynku.

   Piotrek prowadzi bardzo pewnie i stabilnie. Wczuwa sie w osie, zakrety, nie szarpie. Mariusz jest przewodnikiem kierownika. Tomek liczy klikania. Sprawdza przed startem czy wszyscy sa i czy wszystko jest pozapinane.

   Ustanowilismy kalendarz kolorystyczny, za nami dzien niebieski, czerwony, przezywamy zolty. Paznokcie mamy z Oliwka bardzo wakacyjne, kazdy inny, we wzorki. Wyrabiamy wspolnie bransoletki, malujemy wlosy, zbieramy wrazenia. A to dach porosniety roslinnoscia, a to trawniki z kolorowych petunii, a to miod z kwiatow fioletowych ostow, plaza po schodkach, kamienie jeziorne, wizyta w starej kuzni pachnacej dziadzia z dzwiekami dawno zapomnianymi, komentarze dotyczace naszego srodka lokomocji…
   Wypoczywamy bowiem. Nie ma tarc, filmow wiele, technika wszedzie czyha. A my sobie dzisiejemy leniwie. Stoimy przy bocznej uliczce w Glen Arbor, zrobilam sobie kawe z pianka, nasze mlodsze dzieci drzemia slodko, towarzystwo poszlo do restauracji po drugiej stronie ulicy, Manio przylecial z karta dan, pisze, wczasowicze chodza obok ciagajac swoje solenne klapki. Wakacje. Znalazl sie czas na instrukcje obslugi mojej telefonicznej jezynki, na probe zakonczenia kapelusika z konopii.
   Widzialam wczoraj koszulke z napisem „Uwazaj, bo sie znajdziesz w mojej kolejnej powiesci”. Oby.