Kryzys, decyzja i rekolekcje

   To pierwsze słowo na k. To słowo, którego nie warto głośno mówić. Dociera jednak do wszystkich sfer naszego życia. W domu baza spokoju, w pracy batalia, w szkole bliskie egzaminy. Marzyłam o podróży do Polski, mieliśmy z Tuniem różne plany – Tomek się dołączał z rozpędu potakiwania. Miały być dwa śluby i dwa wesela, dwóch drogich mi Panów Młodych, dwie potencjalne księżniczki, spotkania z rodziną, psy i koty, konie i krówki. Wiele miało być. A tu nie ma jak jechać. Wziąć kredyt? Kolejny? Jak go spłacić studiując? Ciężko było postanowić zgodnie z rozsądkiem. Przestudiować za cenę podróży lato. Zbliżyć się do dyplomu, który da nam lepsze szanse na stabilizację rodzinną. Głową będę tutaj, w okowach trudnego języka i treningu przeskakiwania zbyt wysoko postawionej poprzeczki, sercem tam. Paznokcie zgryzione, zgrzytam zębami przez sen i je kruszę. Ale wiem, że postąpiłam właściwie. Będzie skromniej.

   Rekolekcje przeżywałam w rozmowach – z Rodzicami, Małżonkiem, Panią Helenką, Nianią Halinką, Alą, Halą, Idalką, Agą, Gonią, Monią.  Palmy uwiliśmy z niebieskimi, papierowymi kwiatami. Poszliśmy się wyspowiadać. Pomalowaliśmy pisanki jak co roku, tym razem także w hołdzie Dziadziowi Józkowi – Mariusz spróbował jedno okuć, a właściwie oblutować jak Węgrzy. Wyszło mu jajko męskie, heavy-metalowe.    

   Potęsknię! Pozdrawiam Was ze Zmartwychwstałym, Jego światłem!