Ze strony ambony

   Różne akcje, starania, zmęczenie i strach. Pomoc ludzka, wzruszenia, dobro oddawane. Egzaminy. Ze wszystkiego. Robótki na szydełku jako antidotum, urodziny syna jako antidotum, tatar.

   Zaproszono mnie na przedmieścia do dwu parafii ze słowem. Podczas pierwszego wystąpienia huczało mi w uszach, było mi słabo. Ksiądz udzielił mi głosu podczas kazania. Ludzie zabierali aplikacje, bardzo ciekawie komentowali. Przyjaciółka przygarnęła przed drugim wystąpieniem, jakie miało się odbyć niedaleko, nakarmiła wykwintnie, zadzwoniłam do rodziców. Podczas drugiego wystąpienia było spokojniej, choć konfrontacja ze skupieniem słuchających jest wymagająca. Twarze i ich powaga onieśmielają. Przełamują poczucie onieśmielenia. Po Mszy wiele przyjacielskich gestów od obcych.

   Wieczorem wspólne z przyjaciółmi oglądanie oskarowej gali, leniwienie. W nocy gorączka i przypadkowy poślizg na schodach.

   A dzisiaj, z okazji 8 marca w stulecie wyzwolenia, wolne. Kaszlę i siąkam, boli mnie głowa, ale odpoczywam.