Niemaziacio

   Zamilkłam, ale tak bywa i już. Nadganiam, zapobiegam, sprawdzam. Przetoczyła się przez nasz dom fala choroby z kaszlem i zanikiem głosu, ale w porównaniu z batalią o życie i zdrowie Mariusza S., to betka. Dzięki wspólnym modlitwom i medycynie żyje i bardzo powoli dochodzi do siebie. Podziwiam Monikę.

   W szkole mam małą przerwę na Święto Dziękczynienia, najważniejsze z miejscowych. Nas podejmą Aga z Piotrkiem. Mam też inne prace i zobowiązania, ale któż ich nie ma? Nie znam już takich beztroskich osób. Przed świętami muszę dopełnić wszystkich zadań, już zarejestrowałam się na nowy semestr szkoły, zmieni to kalendarz moich dni, będę mogła być w domu wieczorami. Skupiam się nad sobą, bardzo chcę zeszczupleć – fizycznie i psychicznie. Otacza mnie bardzo wiele bodźców i obserwacji, a pisać nie mam o nich kiedy – kataloguję je więc w pamięciowym banku, gdzie ulegną powolnej degradacji i pozostaną w nim te warte zapamiętania.  Może koronka Tunia, atencja Ani B., książka Olivki dedykowana synkom, uwagi Lenory, radość Jacka, pomoc Kathy, spotkanie z Panią Helenką, przedzieranie się przez niekończące się paczki książek wymagających spisania, uroczystość Violi i Bogdana, grabienie liści i zamiatanie igieł, siedzenie przy narożnym oknie w bibliotece DU z chwilą na własne poszukiwania badawcze? Jakie to miłe przedstawienie migawek wspomnień samej sobie.

   Zbliża się czwartek dziękczynny. Dziękuję Wam za ciągłą przy mnie obecność i wsparcie.

   A Tomek po 3 urodzinach zaczął więcej mówić. Na „dziękuję” reaguje – niemaziacio.

Leniwe popołudnie niedzielne

   Wróciło indiańskie lato. Wszyscy je przeżywają po swojemu, jest jak deser dobrej aury. Ludzie powyciągali klapki, krótkie spodenki, dziewczyny błyskają gołymi nogami, rozebrane do rosołu dzieci trochę mnie zastanawiają. Swoich zakatarzonych chłopców nie rozbieram zbytnio i nie ubieram z przesadą. Ot staram się kierować rozsądkiem. Jeździłam dwa dni hybrydą – naprawiali nam silnik i porównywałam mój samochód z tym nowym, wypożyczonym. Różne plusy i minusy. Lubię nowości. 

   Sobotę i niedzielę spędziłam na świętowaniu trzecich urodzin Tomka, które prawdziwie przypadną na wtorek. Inaczej niż zwykle, ciszej, bez męczących przygotowań. Ciocia Danusia upiekła nam genialną kremówkę, sobotę spędziliśmy u Koników, obejrzeliśmy wspólnie film. A dzisiaj, w słońcu zza przymglonego nieba spacerowaliśmy leniwie po parku milenijnym. Ale świetny wypoczynek, i wspólna podróż, i chińskie na wynos, i odwiedziny Hali i Jacka, i Ali, i Marianki. A jutro chłopcy mają wolne, ja zmierzam się z Centrum Pisania na DU, bardzo chciałabym zrobić pracę domową na piątek.

   Cicho wspieram Monikę i pozdrawiam jej męża, Mariusza w szpitalu. Będzie lepiej lada dzień!