Opieńki

   Pojechaliśmy na grzyby. Wbrew aurze i zagonieniu. Pomimo zimna. Fajnie było tak podróżować po pustych drogach w nocy i rozmawiać i śpiewać i wygłupiać się nawet. Na miejscu ognisko i śpiewy nocne i rozmowy i nawet biedronki w pościeli. Chłopcy świetnie czuli się w pobliskim lecie – Mama! DZIB! Czyli grzyb.

   Zrobiłam sobie rude pasemka i wyglądam nieszczególnie, źle się czuję – mam za dużo kolorów na głowie. Miałam ochotę na awangardę, wyszła trywialność. Poproszę jutro o korektę. W muzeum spotkanie z tenorem – jaki zwyczajny, acz nadzwyczajny człowiek. Jakie ciekawe uwagi i poczucie humoru. Zaśpiewał żonie sto lat – gdyż obchodziła dzisiaj swoje urodziny. Udało mi się usłyszeć tę polifonię głosu z bliska, w Sali Głównej. Przysypiam, pozdrawiam.

Piętnastka

Na liczniku emigracyjnym. Minęła 1 października, byłam wtedy w szkole i rozmawialiśmy o problemach emigrantów, także w bibliotekach. Rocznica wywołała we mnie myślenice, porównywałam sobie wrażenia, wpominałam osoby i ich wpływ na moje życie. Długie dojazdy do szkoły, a dzięki nim obcowanie z samotnością, skłaniają mnie refleksyjnie, porządkuję myśli, rozważam, wymyślam. Lubię jeździć, to pewne. Jakoś powoli mój pękający w szwach świat się układa. Jakbym potrząsała słoikiem wypełnionym owocami różnych rozmiarów przesypanymi cukrem. Wyjdzie z tego syrop, który zajmie mniej miejsca, jaki będzie miał kolor? Czy będzie wartościowy?

Kiedy mam mniej czasu także na pisanie, a dzieje się wiele – czasami przepuszczam okazje do tworzenia nowych postów – a także coraz mniejszą odczuwam potrzebę zapisywania wszystkiego. Miałaś rację Marylko. Halu, Ty też.  Pani Helenka dzisiaj obchodzi Swoje 75. urodziny (najlepsze życzenia!), jej wnuczka Maeve została zdiagnozowana z bardzo ciężką chorobą. Wspieramy ich wszystkich, modlitewnie. Przez nasz dom przeszła pierwsza fala grypy. Miałam niewielki incydent szpitalny, tarcie zawodowe i związany z tym zawód. W sobotę uczestniczyłam we Mszy żałobnej za ś.p. Pana Andrzeja, tatę Violi i Agi. Ta smutna uroczystość jest ciągle we mnie żywa. I ogromny kościół, i piękny śpiew organistki-artystki, i potknięcia spowodowane z dobrej woli (obiecuję sobie uroczyście pozostawać z boku), i obraz Violi z urną odchodzącej od ołtarza i Agi z portretem tuż za nią – obu złamanych, cierpiących. Tak bardzo Im współczuję. A spotkanie z przyjaciółmi Pana Andrzeja na schodach bazyliki – ożywiło Jego osobę. I żarty, którymi bawił ludzi, i Jego rozgrzewające, leczące ręce, i działalność w kabarecie „Zielona pleśń” i ostatnia rola aktorska. Odszedł nagle, ale ostatnią drogę wybrano Mu najlepszą z możliwych. Nasze światy spięła wspólna znajoma, Pani Zosia. A spotkanie w „Grocie” ukoiło. Teraz przed dziewczynami kolejna część ostatniej podróży Pana Andrzeja. Życzę Wam siły i przepraszam za zamieszanie.