Zapominalska

   Minął dzień Tatula – jeszcze u nas jest go 13 minut i 13 sekund. Jeszcze mam szansę schwytania choć tej chwili. Zamiast tworzyć laurkę – biegałam w ukropie cały czas mając świadomość, że z czymś nawalam. Pilnując chłopaków przed upałem – upaliłam sobie powieki i czubek głowy. Po ćwiczeniach, które mało dają, bolą mnie ręce… Nic mnie nie tłumaczy. Nic nie tłumaczy zapomnienia. Czasu, który mija, braku telefonu, zapamiętania w egoizmie – tak do mnie niepodobnego.

   Składam więc w ostatnim momencie śpiącemu po drugiej stronie oceanu Tatulowi życzenia, który nadsłuchiwał dzień cały. Nawet napisałam wierszyk, przesłałam go prywatnym kanałem. Czekam na Rodziców, będą we czwartek. Wszystko jest tym czekaniem, nawet zapomnienie!

   Przepraszam

Po milczeniu

Tyle czasu minęło na przegrupowaniu. Plewiłam siebie i otoczenie. Egzamin zdałam z przebojami. Mam wiele spostrzeżeń, a najważniejsze to to, że młodzi Azjaci mają klawiaturę komputerową przyrośniętą do dłoni oraz to, że młode Hinduski tak głośno mówią, że nie słychać własnych myśli. Ciekawe doświadczenie, rozgraniczające dwa inne systemy wartości. Egzamin dla siebie – na ile mnie stać, co stanowię. Co mi się wydaje? Po złożeniu papierów ochłonęłam. Odwiedziłam przyszłą Alma Mater, zmówiłam modlitwę pod Madonną od Staconych Godzin. Spowszednieje mi ten budynek, na razie ciągle robi wrażenie. Jestem w kontakcie z Rodzicielami, którzy się do nas wybierają. Ja do Polski pojadę w przyszłym roku. Ćwiczę, choć coraz ciężej mi idzie… Dzień mam rozpisany pod chłopaków. Spacery urozmaicam sobie słuchaniem MP3 na komórce. Wróciłam do katalogowania – i uspokaja mnie ono. Mam wrażenie, że robię postępy i stąd stabilne samopoczucie. Zieleń ogrodowa mnie motywuje spokojniej niż zwykle. Dużo gadamy, czytamy i śmiejemy się z Maniem. Fajnie tak. Po ostatniej lekturze – Studni życzeń Leżeńskiej – mam zamiar zrobić wino rabarbarowe. Czekam na słoneczny dzień liściowy. Sądzę, że syrop wujaszka Józeczka i do tego sie nada…