Festiwal smaków i przychylności

Koncentruję się egoistycznie. Na świecie przeciera się wiosna. Zwieramy szyki przed odlotem Rodziców. Ogród się budzi. Podczytuję świetną książkę – po dwie kartki dziennie. Prezent od Lidki – Jedz, módl się, kochaj pióra Gilbert – byłam na wakacjach we Włoszech, teraz pojechałam do Indii. Poza tym poluje na moje myśli jak wyrzut sumienia gruba księga przygotowawcza do egzaminu. Z pisaniem mi więc jakby nie po drodze. Czytuję bloga Tatula, który mnie rozczula. Wiem, że mamy ostatnie dni pomoc – wypadamy więc w różne miejsca z Mariuszem. Decyzja ostateczna o wakacjach w Polsce dopełni się na dniach.

Dzisiaj brałam udział w tytułowym przedsięwzięciu dla córki Marianki. Siostry dokonały cudów kulinarnych. Ala organizacyjnych. Jest coś specjalnego w babskich spotkaniach przed rozwiązaniem. Tajemnica kobiecych pokoleń – życie i jego noszenie. Życzliwość dla nowej na starej drodze.

Wzruszenia palmowe – nie wszystko na pokaz

   Życie mi pomyka swoim torem. Odbyłam wszystkie szkolenia i warsztaty pisankowe, wzbogaciłam się o doświadczenia i wydmuszki gęsie. Fajnie, mam kilka nowych pomysłów. W sobotę przedziwnym zbiegiem okoliczności znalazłam się pod Trójcowem o ósmej rano. Weszłam więc do kościoła i bez kolejki odbyłam spowiedź, u rekolekcjonisty. Spadł mi kamień z serca, słuchaczem i rozmówcą spowiednik był wspaniałym, rozpłynął mi się odrobinę makijaż. Później ani spóźnienie 7 autobusów gości, ani pościg do Des Plaines nie był mi straszny. Udało się. Mogę już jeździć z czymkolwiek gdziekolwiek. Radzę sobie.

   Posiedzieliśmy u Misterków. Już dawno tak nie było. A w niedzielę, motywowana palmą Jacka, zrobiłam dwie palmy dla chłopaków – pojechaliśmy do naszego parafialnego kościoła, a Tunio na apel księdza – wdrapał się na ławkę i machał palmą najwyżej, jak potrafił. Podtrzymywałam go, oczy mi zaszły łzami, ale zdołałam zrobić owo symboliczne zdjęcie obok. Później zauważył palmę Lajkonikową u pana w ławce przed nami ozdobioną kwiatami z papieru w kolorach niebieskim i fioletowym i zapytał szczerze: Mamusiu, dlaczego nasza palma nie jest najpiękniejsza? Msza się przedłużyła, Tomek dał koncert w drodze powrotnej, ale było warto. Wbrew opinii pewnych osób – nie robię wszystkiego na pokaz. A na proszony obiad do uroczej rodziny pani B., która śpiewem i gwarem zmieniła nam nastrój pojechaliśmy we troje. Z Tuniem i Babcią.