Święta na biało, w zamieci, tyle tylko, że Wielkanoc…

   Wychodzę z założenia, że dzisiaj, w pierwszy dzień Wiosny, Zima zrobiła jej prezent z tego, co ma najpiękniejsze – malowniczego, bielutkiego, lepkiego śniegu. Czy pożegnają się wkrótce? To jak kontynuacja piosenki Eli Adamiak o Jesieni i Zimie. Kiedy Zima wyjdzie kuchennymi drzwiami? Czy ranem będzie już zielono?

   Jednak nie wykładałam palemek, sobotę spędziłam w bibliotece z gronem licznych czytelników. Po 4. pojechałam do jezuitów z otrzymanymi palemkami. Kilka wyplotłam w ulubiony wzór liścia w niemożliwych korkach. Poznałam panią Elę Adamiak. Poprosiłam o podpisy na kompaktach, z których dwa są podobno nie do zdobycia, kupiłam najnowszą dwupłytową reedycję z Grażynką w chórkach. Zaproponowałam różne warianty usług. Okazało się, że Pani Ela mieszka po drugiej stronie ulicy. Posłuchałam przez chwilę próby, kupiłam jajka jaśminowych dzieci i udałam się do domu. Tam oczekiwana byłam gromko. Wysłałam Babcię z Agusią na Oratorium, a sama dokonałam korekty kolejnego wydania pisma. Obdzwoniłam znajomych z wiadomością o koncercie u jezuitów. W niedzielę miałam miłych uczniów, głównie Amerykanów. Była także nowa pani z radia 1030, Ela, która miała przygotowane do wywiadu: konspekt, a w nim zarówno pytania, jak i odpowiedzi. Bardzo dobrze przygotowana i sympatyczna. Po wszystkim podesłała mi mp3, ale Kevin ją wykasował przed odbiorem. Był także pan Boguś, który pojechał na mój apel na koncert. I mnie także nie darował. Zwywiadowana zostałam. Tylko ręce poplamione miałam ukrywać, co mi się nie udało. Skutki wywiadu możecie obejrzeć pod linkiem: www.tvpchicago.tv/699/wto.html gdzie okolo 11:41 minuty nagrania są nasze warsztaty. Taka jestem rozbawiona, że aż dziwne. Mariusz w tym samym czasie uczestniczył w radiu w audycji Między nami mężczyznami, przyjechał po mnie bardzo zadowolony. Zdążyliśmy do domu i do kościoła na 5. Potem uspokoiliśmy się niejako. W poniedziałek Pani Ela prawie wycofała się ze wspólnych zakupów, ale jednak, po krótkiej rozmowie, zdecydowała się pojechać. Odebrałam Tunia z przedszkola, oddaliśmy książki w bibliotece, podwieźliśmy powieści Pani Ani, i podjechaliśmy pod Jej czasowe locum. Wspólny wypad był bardzo ciekawy, Tunio poszukiwał ubrania kowbojskiego, wyraził się, że będzie wyglądał w nim jak artysta (wpływ Bramiarzy). Kupiłyśmy wspólnie kilka rzeczy. Rozmowa plotła się ciekawie. Zapadło mi w pamięć wiele trafnych spostrzeżeń. Na usta cisnęły mi się cytaty z kilkunastu ulubionych piosenek. Po zakupach trafiłyśmy do domu. I tak, jak myślałam, Tomik uśmiechał się całą buzią. Dla moich chłopców ciocia zmaterializowała się tylko cieleśnie, gdyż przecież już była wcześniej głosem słyszanym w każdym kącie tego domu. Wieczorem, po kilkugodzinnej przerwie w spotkaniu – odwieźliśmy Panią Elę na lotnisko, gdzie spędziliśmy 2. godziny na posiadach pełnych śmiechu i anegdot. Pożegnaliśmy się serdecznie. Jako prezent wręczyłam Pani Eli ramkę z fotografią rzeźb Tatula. Do kolekcji par. Spodobała się.

   Wtorek był dla nas dniem pracy i nie tylko. Wieczorem Ewa inaugurowała z nami swój autorski program, rozmawialiśmy o Tybecie. Mocne sprawy i ważkie. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Pani Marianki, która podzieliła się z nami słodkościami, chlebem i ciasteczkami. Środa minęła w pogoni. Pogoda piękna. Babcia z Tuniem udali się na wycieczkę szkolną. Odwieźliśmy ich z Tomikiem, a później był czas na zakupy, bibliotekę i wspólne przycinanie winorośli. Czas wielki był na to, a i dzień owocowy. Oby nie płakała. Synogarlice już szykują się do budowania gniazda. Tomik usnął i aby odebrać wycieczkowiczów, musiałam zaangażować sąsiadkę – Panią Helenkę. Udało się. Do pracy zajechałam z poślizgiem, ale obdarowałam wszystkich Mariankowym pumpernikielem. Po pracy chciałam się wyspowiadać, ale ksiądz Antoni uprzedził mnie, że do niego mam nie iść. Zabawnie to wyszło – co sobie pomyśleli kolejkowicze, to ich. Z kościoła wydzwonił mnie Mariusz – sugerując, żebym zabrała Mamę. Zrezygnowałam więc z Tenebrae, imienin Józka. Wróciłam do domu. Bolały mnie oczy.

   We czwartek dokończyłam przycinania. Pogodna była piękna. Tunio rozbawił mnie setnie. Zwróciłam mu uwagę. Był bardzo uparty. Ostatnio obraża się łatwo. Zszedł na dół, szarpiąc gitarę wyśpiewał „Niech to gęś kopnie o my Goodness; dlatego, że nie byłem grzeczny!„. Miałam pod ręką aparat i to utrwaliłam: http://pl.youtube.com/watch?v=jHCLr62rDb8&feature=user  – cała sytuacja nadal mnie śmieszy.

Dzisiaj zawieja zimowa zawróciła nas z drogi. Wybieraliśmy się na Drogę Krzyżową. Wieczorem malowaliśmy jajka. Zrobiłam dzieciom konkurs. Obiecałam opublikować go tutaj. Zagłosujcie, która pisanka się Wam najbardziej podoba? 

 A  B   

 C   D   Oprócz tego, oczywiście, że wszystkie? Mariusz nagrał nasze dla Was życzenia. Zapraszam na http://pl.youtube.com/watch?v=2I8DlwLt-c0

   Nadchodzą kartki i emalie. Dziękuję Kochani.

Niech życzenia spod skorupki staną się rzeczywistością.

Dłonie Mrs. Picasso i kolekcja Felicji

   Minęły warsztaty. Felicia podjęła nas obiadem w swoim małym domku. Już po wejściu zadziwiła nas jej kolekcja domków, lalek, szopek, aniołków i jajek. A wszystko czyściutkie, poustawiane przedziwnie. Nasycenie większe niż w niejednym sklepie. Ciągłe zajęcie przy odkurzaniu. Dom jak wróżki z bajki dla dzieci. Ale dzieci wniosłyby w ten dom niezły zamęt. Tomek zburzyłby misterię jednym pociągnięciem rączki. W ten oto sposób poznałam zaplecze naszej najstarszej wolontariuszki, rozumiem ją lepiej. Zdjęcie nie oddaje trójwymiarowości. Ale i tak jest ciekawe. Obiad w ciepłej, kolorowej kuchni – jak u babci, dwie zupy, pomidorowa i barszcz czerwony z uszkami, gołąbki w ilościach przemysłowych, ziemniaki i sałatka, na deser galaretka i ciastka. Babcine smaki. A i czterdziestoletnia serweta koronkowa, zastawa porcelanowa w kwiaty pamiętająca lata 60. Z tych tradycyjnych, klasycznych, które się nie starzeją. Na oknie kolekcja popisowych fiołków, która przypomniała mi Dziadka Zimka. Tyle tylko, że pani Felicja nie wymusza na swoich upodabniania się do palemek. Zostaliśmy po wszystkich wyposażeni w zapasy żywieniowe. Zrzekłam się swoich. Zawsze przy takich okazjach zastanawiam się, jaka będę na starość? Czy uniknę niektórych śmiesznostek? Czy się z nimi pogodzę?

   Po obiedzie pojechaliśmy z Państwem O. i Halą do biblioteki w Wood Dale. Ładny budynek, jeszcze ładniejsze wnętrze, a pokój prac plastycznych wprost zachwycający. Tam bym dopiero poszalała. Całe szafki koralików, kamieni, papierów, piórek, ozdobnych przędz, gąbek, drucików. Ustawili mi projektor, pokazałam więc zdjęcia z naszych domowych warsztatów i z tych muzealnych. Opowiedziałam o historii i tradycjach. Bardzo mili słuchacze. Urocze starsze panie i osoby młodsze. Bawiliśmy się do blisko 22. Rozdałam jajka z życzeniami. Zauroczyła mnie pani, z pochodzenia Włoszka, o pięknych niebieskich oczach, która bardzo szybko nawiązała ze mną kontakt. Przezbywałyśmy się trochę. Martwiła się, że jej linie nie za proste, ręka niezbyt pewna. Opowiadałam więc o mojej teorii wyższości ekspresjonizmu w sztuce jajecznej nad nudną precyzją. Nazwała siebie Mrs. Picasso i tak już się do niej zwracałam. Śmiech się udzielał. Joasia, polska bibliotekarka ma fajną pracę.

   Wczorajszy dzień w bibliotece był z rozmysłu wolniejszy. Esther miała wolne, więc okładałam książki, przygotowałam te do katalogowania, udało mi się pobyć z Haliną. Brakuje mi jej. Maryla podarowała nam wczoraj bardzo ciekawe tytuły, dziś już je kataloguję. Tak lubię, i mam słabość do książek, na które czekają ludzie. Te stare, zapomniane i chore mnie przygnębiają. Płaczę i kicham katalogując.

   Wysłałam tylko 20 kartek świątecznych do spółki z Mamą Zosią. Czy przy tym pozostanę? Przede mną dwa kolejne dni malowania woskiem: sobota i niedziela. Ciągle zadaję sobie moc pytań. Która z pań najbardziej nada się na nianię? Która zgodzi się na stawkę, jaką mogę zaproponować? W sobotę u Jezuitów śpiewa Ela Adamiak. Chciałabym jej posłuchać, kupić tę najnowszą płytę. Obecna jest na każdym prawie krążku Malgosiowych CD. Czy mi się uda? Czy przed wyjazdem rodziców uda mi się zrealizować marzenie o weekendzie w mieście? W zeszłym tygodniu zgadałyśmy się, zrobiłyśmy z Ewą wprawki do powieści. Widzi fabułę lepiej niż ja. Generalnie jest o niebo lepsza, sprawniejsza językowo. To tyle z mętliku. Nawet nie szereguję pomniejszych wątków – bo po co? Nadciąga wiosna, chłopaki cieszą się z nowej piaskownicy. Mariusz powoli porządkuje ogród. Ja siebie.

Pora wypisywania kartek świątecznych

   Nadeszła. A ja zupełnie niezgodnie z wieloletnim schematem – mniej zorganizowana niż co roku. Już nie wystarczają mi kolorowe kartki z podpisami, jakie nadchodzą z Polski. Chciałabym kilku słów. Swoje opatruję sprawozdaniami, listami przewodnimi, może też niepotrzebnie? Może w tym roku wyślę minimum serdeczne, a poświęcę kilka godzin na rozmowy telefoniczne z kilkoma serdecznymi zdaniami? Pragnę odmiany. W tym roku nasilenie pracy, prac zleconych i urozmaiceń spowodowało, że karnawał przemknął nieutrwalony, post właśnie przemyka. Wyrywam się sobie. Odmieniłam rutynę świętowania urodzin Tunia – wyszło nam na lepsze. Święta będziemy obchodzić u Gońki i Andrzeja. Jestem w tym roku muzealną moderatorką warsztatów pisankowych – czyli w tym tygodniu będę malowała pisanki dwukrotnie, jutro w Wooddale, a w niedzielę w PMA. Nasycę się malowaniem i dam sobie spokój z prywatną tradycją. Chciałabym udać się na Tenebrae, czyli Ciemną Jutrznię w Wielką Środę do kościoła św. Jana Kantego; pojechać na Trójcowo na Triduum. Zobaczymy, na co życie pozwoli. W sobotę byłam z ks. Antonim w CHM na otwarciu wystawy Katolickie Chicago. Miło było wysłuchać jeszcze raz nagrania z audioprzewodnikiem. Ksiądz doszukał się tylko 2 błędów. Z racji na to, że nie widzieliśmy eksponatów wcześniej – były nie do przewidzenia. Pozostaną naszą, i tych uważniejszych słuchaczy, tajemnicą. Czy katolicka Polonia wybierze się na wystawę? Komunikat prasowy mojego tłumaczenia pojawia się we wszystkich polskojęzycznych czasopismach. Ksiądz Antoni sprawdził i poprawił obydwa teksty. Bardzo mi pomógł. Słownictwo niby bliskie, ale bardzo trudne i łatwo o potknięcie. Monia sprawdziła, że polskie nagranie audioprzewodnika można ściągnąć ze strony muzeum pod adresem

http://www.chicagohistory.org/multimedia/catholic-chicago/audiotours/catholic-chicago-polish.zip. Gdybyście mieli ochotę, to posłuchajcie sobie w wolnej chwili. Tym właśnie zajmowałam się przez ostatnie tygodnie. Nie tylko tym…

   W ostatnią środę Ewula z panem Piotrem nagrywali w bibliotece reportaż. Zostanie wyemitowany w Polsacie 2 w Obliczach Ameryki. Mam mieszane uczucia, nie jestem z siebie zadowolona. Zapomniałam przygotowanych wcześniej tekstów, widać było po mnie stres. Mam prawo być omylna. Tak twierdzi Ewa. Czy moi współpracownicy po obejrzeniu też tak będą sądzić? Dzięki Halu, Pani Krysiu, Aguniu, Moniu za pomoc. We czwartek pojechaliśmy na niespodziankowe urodziny Violi. Było dorośle i radośnie. Zagadaliśmy się do późna. Od soboty Mariusz jest właścicielem firmy MMKot Ltd. Nowe prawo zmusiło go do stworzenia korporacji. Może to pierwszy krok na nowej drodze? Wczorajsze, niedzielne Między nami kobietami minęło nam w dobrym tempie i życzliwości, rozmawiałyśmy o sztuce słuchania. Mariusz słuchał. Pogadaliśmy na ten temat, jak przed piętnastoma laty. Ale jestem na dobrej drodze do uspokojenia. Kobiety czuwają.

Wszystkiego dobrego. Dziękuję za wszystkie miłe słowa w prywatnych mailach. Już pogodziłam się z tym, że na blogu nie chcecie się wypowiadać.

O maj gacie

  

   Mój syn takim właśnie okrzykiem się zachwyca. Ten starszy. Wydał go po raz pierwszy w Muzeum Dziecięcym, gdy szalał z Maksiem. W sobotę miał malutkie 4. urodziny. Bawiliśmy się z Dziewczynkami. Były modele samolotów z drewienek, ramki na fotografie, kalkomanie i tatuaże – naklejanki z samochodami, były balony, tort. Zupełnie dziecięce urodziny. Niektórzy pamiętali. W niedzielę udało nam się wstać na 8. do kościoła. Później wycieczka do Navy Pier. Tomuś usnął, Mariusz z nim został w garażu – a my na podbój świata chłopaków. Bawili się świetnie. Babcia, Agusia i ja takoż. Najpiękniejszy był moment, gdy wspierali się na trapie statku. Bali się schodzić w pojedynkę, więc zeszli trzymając się pod rękę. Jak dwie starsze panie na oblodzonym chodniku. Możecie obejrzeć ten filmik klikając na poniższy link.

http://pl.youtube.com/watch?v=TXSdEOIrecM

   Po wszystkim udaliśmy się odwiedzić Muzealników na festiwalu Celebrate Poland. Miło było, w Palmiarni, występ grupy Agatki zachwycił chłopaków, szczególnie pewna zgrabna małpka… Zakończyliśmy wszystko w MacDonaldzie. Miły dzień.