Tydzień wybitnie urodzinowy

   Zawsze tak było. Ale teraz zwracam na to silniejsze baczenie: pani Sabina, Tomik, Aga, Gaba, Kasia, Lisa, Dorothy, Lidusia, pani Joann – wszyscy świętują urodziny w obrębie tygodnia. Nasze domowe uroczystości z małymi zgrzytami przeszły miło. Przygotowania zaowocowały galaretą – już książkową koniecznością, smalczykiem, sałatką jarzynową, sałatkami z zielonych pomidorów, gołąbkami z sosami: borowikowym i pomidorowym, bigosem ze śliwkami, tortem Zosinym z ananasem i konfiturą z płatków róż, szarlotką Moni. Dom zatętnił. Goście przynieśli wspaniałe dary – stos prezentów, w tym ubranka wspaniałe, zabawki ułatwiające życie, przybory malarskie. Były popisy śpiewacze młodego pokolenia (debiut Oliwki), japońskie szpagaty (debiut Kasi) oraz przebieranki i spektakle teatralne ze scenariuszem. Tunio przeszedł siebie i zaliczył wpadkę, pomalował sobie nos na zielono i udawał żabkę. Tomik zniósł wszystko dzielnie, a później wybudził się ze snu i wypłoszył gości buczeniem. Wszystko jak zwykle jednocześnie – zęby i zdenerwowanie. Wybaczcie dziecku. Wyspał się jednak smacznie i powitał niedzielę około 8. Wybrałyśmy się z Mamą do niedalekiego kościoła na piechotkę. Później pojechałam do radia, o którym pisałam poniżej. Świetne doświadczenie w doborowym towarzystwie. I ważny temat: śmierć. W tym samym czasie dziewczyny miały babskie spotkanie, nie mogłam się niestety rozdwoić. Po powrocie przygotowaliśmy obiad i przyjechali Chruszczykowie i Noskowie z chłopakami. Pogadaliśmy odrobinę, a gdy najmłodsi zaczęli się pokładać, ziewać na komendę – uroczyście zamknęliśmy obchody rocznicowe. Dziękujemy wszystkim. Martwiliśmy się grupowo o Gonię, która w piątek miała operację. Już dobrzeje.

   W poniedziałek, wolny, pożegnałam Monię. Smutno mi się zrobiło, podziwiam i życzę szczęścia, czekam na relacje. W pracy był kociokwik, dużo ludzi i wypadek za drzwiami – potrącona rowerzystka. Udzieliliśmy jej wsparcia i pomocy. Ale rozedrganie zakończyło się bólem głowy. Dzisiaj skatalogowałam swoje, a w sklepie nakrzyczał na mnie jeden gburek. Zadzwonili Rodzice zaniepokojeni milczeniem blogowym i telefonicznym. Tomuś wstaje, stoi sam przez coraz dłuższe chwile i domaga się różnych rzeczy. Teraz, gdy już wszystkich ułożyłam i zrobiłam łącznie 8 kanapek do pracy – siadłam na chwilę, ale i mnie oczy się kleją. Przed chwilą wypiłam do końca Tomikową herbatkę z dzikiej róży i melisy. Działa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s