Rocznik z Tomika

   Cały dzisiejszy dzień chodziły mi po głowie dwie rzeczy: wczorajsze obcowanie z filmem Katyń, moc skojarzeń oraz nadciągająca, jutrzejsza pierwsza rocznica. Mojego drugiego pełnego macierzyństwa oraz życia Tomika. Dokopałam się relacji z zeszłego roku. zaserwuję Wam powtórkę z rozrywki i ocalę ten dzień od zapomnienia:

Zapisek z 13 listopada 2006:

   Tunio chorowal w poprzednim tygodniu. Mariusz chorowal od niedzieli. Mial bardzo wysoka goraczke, kaszlal i byl slaby. Nie poszlam do kosciola, obawialam sie ich zostawic i sama zaslabnac. M. nie poszedl do pracy w poniedzialek i przez caly tydzien. Ja sama bylam jeszcze w poniedzialek w pracy, a Tunio w przedszkolu. Podgonilam kilka spraw. W poniedzialek maz przyjal Tylenol, ktory nie pomogl. We wtorek mialam wizyte u lekarki, moja Hidalgo miala wolny tydzien, wiec poznalam sie z druga przemila wspolpracownica Jozka Amy Hoffmann. Na wizyte zabralam Tunia i dogorywajacego Mariusza. Dziewczyny z gabinetu poratowaly go Advilem i zmierzyly temperature – 39.5. Moje spotkanie przeszlo gladko, wszystko mi sie zatrzymalo w oczekiwaniu na wydobrzenie panow. Stamtad zawiozlam towarzystwo do szpitala szwedzkiego, gdzie przyjela Mariusza znajoma lekarka. Przepisala antybiotyk. W drodze powrotnej zalatwilismy jeszcze kilka spraw, wszystkie z okien samochodu, czyli bank i apteke, tylko zwrot ksiazek do biblioteki trzeba bylo zrobic na piechote. Po powrocie Mariusz sie polozyl, a ja pojechalam po lekarstwo, zaglosowac w wyborach i male zakupy z bananami, ktore zalecila mi znajoma na zmniejszenie bolesnosci skurczow. W srode zrobilam sobie wagary. Tunia odwiozlam do przedszkola, a sama poszlam na pedicure z masazem. Poczulam sie jak kobieta swiatowa i zadbana. Wedle poludnia pojechalismy z lepszym juz Maniem do Ikei po lozko. Kosztowalo tyle, co wizyta u lekarki. Bardzo obtarlam sobie nogi i podswiadowmie pracowalam na sukces piatku. Caly czwartek przy pieknej pogodzie porzadkowalam z Tuniem ogrodek, sprzatalam w domu, ukladalam w szufladach i wyrzucalam niepotrzebne rzeczy. Mariusz konczyl pokoj dziadziow. Czulam taki niejako przymus, pewnikiem tym sobie pomoglam, gdyz poczulam zmeczenie nawet w kosciach. Dobrze mi to zrobilo. Tunio nie odstepowal mnie ani na krok, tulil sie i trzymal nogawki. Czul, co sie ma stac. Ostatni dzien we dwoje byl piekny.

   Wieczorem polozylam sie zmeczona, poogladalam serial od Moniki i zdrzemnelam… O 2. poczulam niepokoj i wsluchalam sie w lekkie rytmy. Zaczelam liczyc odstepy wspomagajac sie termoforem, do ktorego korek znalazlam w kanapie poprzedniego dnia – taki prezent od kanap w dzien rozstania. (Dostal je w spadku wspolpracownik Mariusza, a na dole jest wersalka). Okolo trzeciej bylam juz pewniejsza strachu, obudzilam Mariusza i poprosilam o przygotowanie kilku spraw. Zadzwonilam do doktor Amy – poradzila poczekac godzinke i jechac do szpitala. Zaczelam plan A – dzwonilam do Konikow, ale nie wyszlo z komorkami, zadzwonilam wiec do Hali – przyjechala po jakims czasie. Bole sie nasilaly, Tunio spal. Zostawilismy go z Hala, pojechalismy przed 7. w korku do szpitala. Po zaparkowaniu bole sie uspokoily, obawialam sie falszywego alarmu. Zadzwonilam do Jozka, ktory i tak doradzil sprawdzenie na oddziale. Pierwsze spotkanie z polozna bylo dziwne – nie miala humoru, podlaczyla tak wskazniki, ze nie bylo widac zbyt dobrze skurczow. Lezalam godzine w poczuciu winy. Dopiero badanie wykazalo rozwarcie na 7. To docenila polozna, a mnie uspokoilo. Jozek przez telefon doradzil poczynania. Rozmawial ze mna – nie mogl sie wyrwac ze szpitala nad jeziorem, podeslal Amy. I bardzo dobrze. Wstydzilabym sie go. Pozniej poszlo szybko. Znieczulenie zadzialalo jedynie czesciowo – krzyczalam bardzo, ale ten krzyk mi pomagal.

   Tomik Czesio urodzil sie o 11:07, w piatek, 10 listopada (w 90. urodziny Sabiny). Inaczej sie wszystko odbywalo niz za 1. razem. Byl wiekszy mial prawie 4 kilo, owineli go, odciagali cos z pluc, nie dali do karmienia, tylko wreczyli butelke. Pozniej sprawdzili, ze poziom cukru opada… Zdecydowali sprawdzenie na intensywnej terapii. Jeszcze poprosilam o pozwolenie przystawienia go do piersi. Pozniej go zabrali. Mnie euforia radosci minela i zaczelo mi sie robic smutno. Mariusz poczekal chwile i zdecydowal, ze pojedzie do domu sie przespac. Zostalam sama. Przewiezli mnie do pokoju, tam poddali testom. Tomika odwiedzilam po 3 godzinach na intensywnej, byl golutki, fioletowy i 3 razy wiekszy niz wszystkie dzieci, jego stan sie stabilizowal, ale wlasnie go nakarmili. Moi panowie odwiedzili mnie wieczorem, pobyli godzinke, napotkali Viole. Tunio wlaczyl alarm wdrapujac sie na lozko i bylo male zamieszanie. Pojechali, a ja poszlam na intensywna terapie, potulilam Malego i odeslano mnie do pokoju. Tam pogawedzilam z moja wspollokatorka Uma, przemila hinduska, ktora w godzine urodzila Madure (Miodowa) mialysmy wiele tematow, m.in. porownywalysmy nasze zwyczaje i religie. Nie czulam sie samotna, gdyz i ona borykala sie z pompa oraz jej coreczka lezala niedaleko Tomika na nizszym pietrze, miala problemy z serduszkiem. Kolejny dzien przyniosl wizyte Jozka, najrozmaitszych specjalistow i Ani Misterki. Dziewczyny obdarowaly mnie przepieknymi rozami, na ktore reagowaly zachwytem wszystkie panie. Okolo 2 przywiezli mi Malego. Siedzielismy sobie w spokoju. Uma dostala osobny pokoj. Wieczorem odwiedzili mnie panowie, Tunio obejrzal brata – najpierw udawal, ze go nie widzi, a pozniej laskawie sie nim zainteresowal. Pojechali na urodziny Gabrysi i Agi – wlasnie skonczyly sie odwiedziny szpitalne. Siedzialam z Malym do 1. Pozniej zabrali go na testy, a mnie kazali spac, nie moglam zasnac, wiec przy telewizji zadzwonilam do Rodzicow. Bardzo pokrzepila mnie ta rozmowa, wreszcie sie moglam cieszyc bez wizji intensywnej terapii. W niedziele nastapily kolejne testy i wizyty, dzwonili przyjaciele, poszlam na godzinny kurs opieki nad noworodkami i zadziwilo mnie, jak malo kobiet decyduje sie na karmienie piersia. Okolo poludnia przyszla pani, ktora udzielila mi komunii i wzruszylysmy sie obie – poczulam, jak spada na mnie ulga i oblewa mnie radoscia. Dlugo tego nie zapomne. Panowie przyjechali, pomogli mi sie spakowac, pojechalismy do domu, po drodze kupilismy najmilsza kapuste. W domu Mariusz przygotowal obiad, ktory spozylismy w spokoju. Wieczorem odwiedzili nas Konieczni. Bylo bardzo milo. Dziewczyny przyniosly poczestunek i go zaserwowaly. Genialna szarlotka i lody. Nastala pierwsza noc. Przezylam ja. W poniedzialek Mariusz odwiozl Tunia do przedszkola, sam pojechal do pracy, a ja oswajalam sie z nowa sytuacja.

   We wtorek mialam egzamin prawdziwy. I wyszlam dosc dobrze. Przespalam sie troche, Tunio wspolpracowal, tylko raz zaliczyl wpadke. Przespali sie obydwaj wieczorem – Maly nadal spi, dobrze jest owiniety. Zjedlismy obiad i sobie siedzimy przy plumkajacej muzyce, zaczynam sie robic senna… A jeszcze obowiazki holenderskie – nie ma jak pompa! I tak sobie dzisiaj pomoglam – byla u nas Aga Chruszczyk z Maksiem, zrobila nam zakupy, duzachne, potem je ofiarowala, przywiozla ubranka dla Tomika, gdyz poprzednie wydalam prawie wszystkie i kosz do spania. Ugotowala rosol z indyka, posprzatala, zrobila pranie i jeszcze przypilnowala Tunia, poopiekowala sie Tomikiem, a ja wykapalam sie, odciagnelam pokarm, zjadlam sniadanie – z Agi aniol nie kobieta. Oprocz tego zorganizowala mi pompe na 2. strony, odbierze ja jutro w centrum i jeszcze dostarczy. Bardzo zorganizowana. Jezeli wziac pod uwage te zakupy w prezencie, to pompe mam jak gdyby od Niej. Dlatego wierze w taka dorazna pomoc, wymierna i szczera, z prostota. Bardzo czuje sie wsparta. Jutro druga Agnieszka, w piatek Monika. Milo tak. Wspolnota siostrzana. Na kobiety mozna liczyc. Panowie sa inni. Dzwonila dzisiaj Ania – rozmawiala chwile z Tuniem, potrafi to robic niespotykanie dobrze. Musielismy przerwac rozmowe, gdyz Tunio wylazl po strzemach i jeszcze na 2. linii byl dziadek Miecio. Uspokoilam Tunia i uspilam, pozniej Malego, nastepnie zadzwonilam na chwilke do Ani i jeszcze do Buska, porozmawialam chwilke, z Rodzicami nie uzyskalam polaczenia. Jutro nadrobie. Uspokajam sie. Tego mi trzeba, stabilnosci. Dzwonil dzis Lorys – jutro oddzwonie – mieli telewizje, ministra i dyrektora BN. Pewnikiem juz po bolu – nazywa mnie moj szef konsekwentnie matka – Polka. Dzonilam do wujka Zdzisia, dobijal sie do mnie w piatek i wczoraj, bardzo sie ucieszyl.

   Dzisiaj jest lepiej i bardziej swojsko, po wizycie u lekarki z Agusia jestem uspokojona, chlopcy przyzwyczajaja sie do siebie. Kwestia holenderska sie poprawia. A dzisiaj, w czwartek znow bylam w domu, wczoraj sie troche przeforsowalam i musialam odlezec. Uczylismy sie karmic. Wychodzi nam powoli. Lece na gore.

 

   Rok minął nam nadpodziw dobrze. Tomik jest osobną istotą. Życzę Ci Synku mądrego szczęścia, prawego życia, dobra i miłości.

8 uwag do wpisu “Rocznik z Tomika

  1. Rocznica .Nigdy tak jak dzisiaj juz nie bedzie.Rocznica roku.Sama kwintesencja rocznic. Przeczytalismy wlasnie wspomnienia sprzed roku i mialem poczucie jakbym na swieżo to przezywal. Dokladnie co do godziny nie udalo sie utrafic ale jestesmy bardzo na czasie aby powiedziec Tomikowi, ze jestesmy bardzo szczesliwi z Jego obecnosci wsrod nas. Wspanialy Gosc , pogodny, dzielny, odważny w swoich poczynaniach. Zdobywa serca wszystkich, ktorzy z nim obcuja. I niech tak bedzie po wsze czasy.Tomaszku Happy Birthday ! Gratulujemy rowniez Rodzicom i starszemu bratu Jubilata wszystkiego co czynia dla naszego dzisiejszego Bohatera aby był szczesliwym – jak na zdjeciu obok.Trwaj chwilo !

    Polubienie

    • Dziękujemy, jeszcze 2. godziny do pelnej rocznicy. Jak to dobrze siedzieć w domu i rozmyślać, że już rok upłynął od tych chwil – o tak intensywnej jakości. Urodziny dziecka to święto także matki, trzeba nią zostać, aby to zrozumieć. Jak zwykle jesteście z nami.To czuć. Całujemy

      Polubienie

    • wszystkiego co najlepsze i najwspanialsze, duużo szczęścia w życiu ,takiej pogody ducha w następnych latach jak w tym pierwszym roczku, i tak samo szybkiego pokonywania przeszkód jak w minionym roczku .życzą ciocio-babcia Ania i wujko-dziadziuś Robert. Brawo Tomiku przydeptałeś roczek .jesteś licznym, świetnym facetem masz tyle uroku osobistego i te oczy, takie piękne oczy i minka jak na zdjęciu obok że w przyszłości drżyjcie kobitki!!!!! gratulacje dla rodziców , braciszka i dziadziusiów. Kochamy Cię nasz wspaniały pogodny mężczyzno.

      Polubienie

      • Ciotuniu Anuniu, serdecznie dziękujemy w imieniu przystojniaka. Już ogląda się za dziewczynkami, a za balonami przepada. Pozdrawiamy serdecznie

        Polubienie

  2. Gratulacje dla Rodziców za wspaniałego Małego Człowieczka! Wasz trud i wielka miłość do Tomika daje światu cudowny dar. Pogoda,radość, ufność niech nigdy nie opuszcza tej ślicznej słowiańskiej bużki. W pierwszym dniu drugiego roku ślę najlepsze życzenia na nadchodzące NOWE. Przed Wami moc nowych doświadczeń i radości z tym związanych – pierwsze kroki i pierwsze słowa. Szkoda, że nie mogę w tym namacalnie uczestniczyć. Sercem jestem z Wami. Boguś oczywiście podpisuje się pod tym dwiema rękami.

    Polubienie

  3. Kochani! I co?Sziwy straszne bo nie dosc ze jednego dnia non stop sie zawieszal komputer przy probie napisania to nastepnego to co napisane zniklo..:(Bylismy z Wami!Caly czas, bylismy!I Gratulujemy przede wszystkim synka! A potem to juz obcowania z tym to pogodnym i uczuciowym mloooodym przedstawicielem plci pociagajacej!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s