Dzień Elżbiety

   Kochana Mamo, życzymy Ci wszyscy w rzędzie stojąc najlepszego życia, zdrowia i humoru. Poprawienia wszelkich niepoprawności, wesołych gości, od Bliskich miłości. To jedyny sposób na Bogoryjkowy komputer – i miejmy nadzieję skuteczny.

   Ostatnie dni to dla mnie chwytanie dnia, wypełniam dawno obiecane sobie samej życzenia. Nareszcie gościły u nas Iza z Zosią, umawiałyśmy się od 2 lat. Wieczór po zmianie czasu wydawał się zatrzymany w kadrze. Bardzo odpoczęłam przy rozmowie. Iza słucha w taki sposób, że we mnie, mówiącej, otwiera się szerszy plan oglądu. Chłopcy obdarowani bardzo się cieszyli, Tunio zaszył się z kompaktami, Tomaszek spał z misiem, ja z „Biegunami” Tokarczuk z piękną dedykacją, a rozmarynowe drzewko pozostanie symbolem tego wieczornego, kojącego mojego dotrzymywania słowa dotyczącego rewizyty. Dziękuję za odwiedziny, dziękuję Rodzicom i Mariuszowi za pomoc i opiekę nad dziećmi. Czuję niedosyt. Ale tak powinno być.

   W sobotę byliśmy u Agi i Piotra. Rozmowy do późna w noc, śmiechem i Polską poszyte. Bardzo smaczny poczęstunek, piękny nowy i wygodny wystrój domu, muzyka przednia. Zasiedzieliśmy się, a że bez dzieci będąc, czuliśmy się jak na wakacjach. Dziękujemy. Niedziela była odsypianiem dla wszystkich panów. Pojechaliśmy do św. Priscilli, gdzie spotkaliśmy znajomą panią Alinę, a później odwieźliśmy wespół wspaniałego Cobiego Moni – która już się pakuje do Polski, pięknie wygląda w ciąży i jest bardzo dzielna. Moniu, jestem z Tobą.

   We czwartek, z pracy, razem z Halą, wyrwałyśmy się do kościoła, zapaliłam symboliczną świeczkę, przed ołtarzem stały relikwie wszystkich świętych z katakumb. Msza nabożna i spokojna, kazanie mądre. W tłoku zajechałam do domu, tam normalne sprawy. Boli mnie krzyż od spania z chłopakami na jednym boku, wędruja do mnie, Tomik domaga się w nocy podkarmiania, sprawdza, czy jestem, Tunio z kwileniem przychodzi przed 3., wstają przed 6. – jest jeszcze ciemno. Rodzice wstrzelili się w tryby domu, dzisiaj po raz pierwszy Tato pojechał do pracy. Przed Babcią egzamin. Jeszcze byłam w piątek na zebraniu w Muzeum Indian dla bibliotekarzy muzealnych, a wieczorem w pięknym kościele św. Pascala z mamą na mszy w Dzień Zaduszny. Tato Miecio jest spokojny, pogodzony, myśli o bracie i jego chorobie. Ma nadzieję, że się jeszcze zobaczą. Tyle się może wydarzyć przez pół roku. Prawdziwe oblicze emigracyjnego życia. Życzymy wujkowi zdrowia.  

   Nareszcie odwiedziłam stronę Moniki Szwai, http://www.monikaszwaja.pl , którą serdecznie polecam. Już od jakiegoś czasu czytam jej książki pod kontem mojego pisania i zauważam pewne podobieństwa, pochlebiam sobie nimi oczywiście. Najbardziej poruszył mnie tekst końcowy biografii. Do takich myśli doszłam po powrocie z Polski, a teraz przeczytałam je napisane. Niesamowite. Zarazem życiowe i normalne. Zamieszczę je: Moi koledzy, którzy śmiech dawkują oszczędnie, robią filmy smutne i ponure, a potem celebrują ich premiery – są Artystami. Ja nie. Ja jestem rzemieślnikiem telewizyjnym i mogę sobie być spokojnie rzemieślnikiem literackim. Chciałabym, żeby moje książki – tak jak mnie pomogły przetrwać złe chwile – pomogły znieść różne smuteczki życiowe moim Czytelniczkom. I Czytelnikom też; wiem o różnych Prawdziwych Mężczyznach w wieku od dziewiętnastu do siedemdziesięciu kilku lat, którzy Nudziarę przeczytali i teraz twierdzą, że z przyjemnością. To może jest tak, jak w tej piosence Młynarskiego o dwóch artystach, z których jeden jest tuz i koryfeusz, a drugi umie zrobić mrówkę. Ja umiem zrobić mrówkę. Czy moja mrówka nie okaże się zbyt mozolna? Grafomańska? Zobaczymy, jeżeli nie spróbuję, nie zobaczę.

Jedna uwaga do wpisu “Dzień Elżbiety

  1. Mamuniu. Ile się nam wydarzyło spraw od tamtych życzeń. Ile zmian. Ale życzenia pozostają te same. Kochamy się, jesteśmy obok w radościach i smutkach, nasze życie nabrało innego rytmu. Nasze dzieci, a Twoje wnuki rosną w siłę, każde inne nacechowane indywidualnością, ciekawością świata, tak miło i dobrze jest z nimi obcować. Życie układa Ci się pogodnie z tak oddanym Mężem – naszym Tatą, z którym wspaniale się uzupełniacie stanowiąc dla nas wzór jedności, z Bliskimi. I choć choroby czasami doskwierają – Twoje życie w służbie Matce Bożej Bogoryjskiej Pocieszenia ma ogromny sens. Niesie pokrzepienie innym. Dziękuję za Twoje modlitwy, nieustanny szturm do nieba, za Twoją siłę i współodczuwanie, za Twoją klasę i takt, za miłość. Nie byłabym sobą, gdyby nie Ty. Jesteś tak dla mnie ważna. Tak obecna. Tak moja. Kocham Cię bardzo

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s