Podziękowania Pomocnikom

   Już po wszystkim – wyprzedaż duplikatów okazała się pochodem ludzi pomocnych i chętnych do pomocy. Około pięciu wystąpień radiowych, trzy telewizyjne, mój komunikat prasowy był odczytywany i przedrukowywany w kilkunastu miejscach. To  ciekawe doświadczenie  – słuchać własne słowa wygłaszane przez tyle osób. To jak potwierdzenie, że pomagać chce wielu.

   Dziękuję Wam wszystkim bardzo! Każdemu, który choć w małym stopniu pomógł! Do 4 sierpnia wszystkie pozostałe po wyprzedaży książki są przecenione o 50% – serdecznie zapraszam w godzinach otwarcia biblioteki: w poniedziałek, wtorek, piątek i sobotę 10-4, środę 1-7. Jeszcze jest sporo do wybrania i teraz to już za zupełnie symboliczne sumy!Zrobiłam wiele zdjęć. Wspólnie, w prawie 30 osób, zarobiliśmy dla biblioteki blisko 6.000 – może nareszcie uda się nam skomputeryzować zbiory!

   Kaszel powoli ustaje. Rodzice, chłopcy i Mariusz spędzili miłą, leniwą niedzielę. Tomik usiłuje sam wstawać w łóżeczku. Przestawienie go pod okno z widokiem to był dobry pomysł! Chłopaki bardzo ucieszyli się z mojego powrotu do domu. Pobędę z nimi jutro do syta. Zakończyliśmy niedzielę kąpielą w basenie i ogniskiem. Jutro poniedziałkowe uspokojenie, we wtorek wieczór autorski w muzeum. Nareszcie zabiorę doń i Mamę. Wszak ma wielki udział w moim maleńkim rozdzialiku z naszą rodzinną galaretą w roli głównej. Ciekawa jestem tej książki, moje tłumaczenie komunikatu prasowego już się obija po różnych miejscach. Chciałabym zebrać na moim egzemplarzu podpisy wszystkich znajomych kucharzy domowych. A w ten wieczór, we wtorek w muzeum o 19. wstęp jest wolny. Jeżeli któs zapragnie tam być – zapraszam. Miłego tygodnia!

Już prawie dziś wyprzedaż duplikatów

   Na nasz czas – to jeszcze jutro, na polski to już dzisiaj. Kolejni miłośnicy lektur będą czekali przed wejściem w karnej kolejce, przeszukiwać będą w skupieniu, cieszyć się z zakupu, niektórzy narzekać. Wolontariusze znów pracować będą w radości, a my będziemy w ciągłej pogoni. Trzeba nam życzliwości, potrzeba odpowiedniego nastawienia ludzi. Może znów uda się zebrać jakąś rozsądną sumę i… nareszcie nadejdzie czas komputeryzacji? Zawsze mam przed tym dniem tremę, obawiam się, czy nasze starania nie pójdą na marne, ale i cieszę się ze spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi.

   Pozdrawiam wszystkich i zapraszam jutro i w niedzielę do biblioteki!

Krzyś z Bogorii księdzem w Rzymie!

   Byliśmy jak już Mamuna wspomniała w komentarzach na Mszy do św. Pio. Dowiedzieliśmy się bowiem, że nasz własny Krzyś Irek – którego pamiętam jako chłopca uroczego – jest księdzem, studiuje w Rzymie i gości w Chicago. Odprawiał dzisiaj Mszę w kościele św. Franciszka Borgii, który to kościół w Informatorze Polonijnym podawany był jako nomen omen św. Franciszek Bogoria. Dowiedzieliśmy się o tym od bogorianki pani Ani, która imieninowała w kościele. Pojechaliśmy z Rodzicami i chłopakami, w ławce siedzieliśmy z wujkiem Zdzisiem. Wczoraj odkryłam nawet zdjęcie z Wieliczki z 1986 roku na którym jesteśmy wszyscy – Anusia, Krzyś i ja oraz nasz ówczesny świat.   To dziwne uczucie – pamiętać chłopca dziesięciolatkiem, a później zobaczyć mężczyzną w sutannie, obdarzonym mądrością, wyważeniem, pięknym głosem. Kazanie wygłosił bardzo dobre – o przykazaniu Czcij Ojca i Matkę Swoją. Nauczyłam się czegoś. Przedstawił się jako Krzysiek Irek z małego uroczego miasteczka – Bogorii. Dumna z niego byłam. Po Mszy przywitał się z nami, Tomik go złapał za nos, Tunio przybił piątkę, a my ucałowaliśmy serdecznie. Jeżeli się da, to zabiorę go w sobotę do biblioteki.

   Poza tym dzień z Tatulem w kurzu dziejów, kaszlałam jak gruźlik, nasilenie radiowe i telewizyjne, ale wszystko już przygotowane. Dzięki Wam nasi wolontariusze!

Aninki

   Kochane Anie, najmilszych imienin Wam życzymy – spełnienia marzeń, radości w zdrowiu, miłości i spokoju. Częstych spotkań z kochanymi ludźmi, rozmów inspirujących, muzyki kojącej i tanecznej, słuchowisk urzekających, roślin zachwycających, zwierząt rozumiejących. Przychylnego świata!

   Kotki i Czesie

Wolontariusze w wirze

    Przygotowania do wyprzedaży duplikatów w pełni. Dzisiaj po leniwej niedzieli prawdziwy wir spraw – Tatul pojechał ze mną do pracy, a tam: pani Marynia, Esther, siostry Rosalie i Carol, Monia, Aga, pani Halinka, pani Bogusia, i jeszcze Lee – Koreańczyk, Małgosia. Wydawałoby się, że książek jest mało, ale jakoś się klonują, narastają, odnajdują się nowe. Na mnie czekają zewsząd decyzje – których się wyzbyć? Decyzje odpychane przez innych. Moje branie na siebie odpowiedzialności. Działam według czystości sumienia, ostrożniej niżby chciała amerykańska strona. I tak pozostawiam setki czekających na następny ogląd, katalogowanie. Najstarsze spisuje pani Marysia – mam nadzieję je podesłać do Polski. Machina poszła w ruch, księża głoszą, w radiu czytają. Co będzie? Nasz największy zryw w roku. A oprócz tego wiszące nade mną listy jubileuszowe. Czuję się lekko wyobcowana.

   W domu świetnie, spokój i równowaga, radość obcowania. Tomik się śmieje perliście, Tunio jeszcze pokasłuje. Cała atmosfera lekko naznaczona rozwiązaniem przedszkola. Plany na przyszłość zostaną zredukowane, zmienione. Podejmiemy nowe decyzje. Lato trwa, ogród uspokaja.

Czesiowie świętowali

   Cały dzień był prezentem. Piękna pogoda, szampańskie nastroje – zażyczone Akwarium Shedda i Oceanarium. Wspaniała podróż ze śpiewami. Zachwyty akwariowe i zielenne. Bielugi zachwycające, rybki migające, rośliny prześwietlone. Po powrocie wspólny posiłek, Wasze życzenia, i mały Czesio z Dziadziem Czesiem urzędowali do późna. A dzisiaj kolacja z przyjaciółmi, przepyszne wypieki Babcine – i znów Czesie dwa urzędują. Miłej nocy, wspaniałej niedzieli! 

Kawa u Czesława się nadawa!

   Wszystkiego najlepszego Tatulu Kochany z okazji imienin – zdrowia, pięknych wycieczek, braku trosk, spokojnego przepływania czasu razem bez tego pomykania, uśmiechu, czasu na lektury i przyjemności, odkrywania siebie, zachwytów i cichych olśnień. Kochamy Cię – Małgosia, Mariusz, Elżunia, Tunio i Tomik

  P.S. Kawę i ciasto serwujemy my – zapraszamy!

Przychodzimy, odchodzimy cichuteńko na paluszkach…

   Zamilkłam na czas jakiś po wyjeździe Dziadziów. Zżyłam się z Nimi. Pozostały zdjęcia i nadzieja na internet. Tunio rozpaczał przy samym pożegnaniu – napisał list do Dziadzia, wręczył Mu go i płakał bardzo. Wszystkim się udzieliła ta atmosfera. Nawet Małemu. Mariusz pojechał na wieczorną mszę, a my układaliśmy się z dziećmi po nowemu. Obydwaj chorawi – płaczący, siąpający. Dziadziowie dolecieli szczęśliwie, przeżyli powitania. Prezenty trafione.

   Tatul z każdym dniem nas zadziwia ilością naprawianych rzeczy. Jest prawdziwym czarodziejem z siwą brodą. Babunia sobie świetnie daje radę i gotuje cudowności – Bogoryjka przyjechała do mnie! Tak mi normalnie i błogo, tak jak w domu rodzinnym. Więc chłonę.

Trzynastego w piątek – urodziny i imieniny w jednym

   Obchodzimy sobie dzisiaj z Tatulem podwójne święto i postaramy się, aby było sympatyczne, radosne, niczym niezmącone. Zaczęliśmy dzień od wzajemnych życzeń z kolejnymi prezentami i kwiatami z zieleńca oraz wybornym śniadaniem. Cieszy nas fakt, że chłopaki czują się lepiej – Tunio nie ma już gorączki i zanika katar Tomika. A co dzień nam przyniesie? Może jakąś maleńką wyprawę? Na pewno sesję zdjęciową ku pamięci. Niech się święci trzynastego w piątek! 

Nocne bezsenne wizje

   Cały dom śpi i ja zaraz do niego dołączę. Po głowie chodzi mi książka zaczerpnięta z życia, naszego, ale odpowiednio zmieniona. Dojrzewa w mojej głowie. Oby wystarczyło mi cierpliwości i pracowitości, aby ten pomysł zrealizować. Choć nie wiem, czy nie okaże się, że nie było warto, a braki warsztatowe będą aż nadto widoczne. Zamiast dziełka powstanie gniotek. Taki, jakich setki – na półkach biblioteki. Ale podobno nie można nie przetwarzać siebie. Może tego typu poczynania, choć w małym stopniu, podreperowałyby nasz budżet domowy? Nie można żyć samymi ideałami przecież. Mariuszowi jest trudno na tej spiekocie. Może właśnie takie podejście wyzwoli we mnie sprawną rzemieślnik – popłucznik po Musierowicz i Szwai? I będę miała kolejny zawód? Tak, jak marzę od jakiegoś czasu – opublikują mnie w owocowej serii? Afirmacje. Muzeum byłoby świetnym tematem, po numerkach na blogu możnaby mieć nadzieję, że czytelników odrobina się znajdzie. Może warto spróbować? Tylko kiedy i jak wydrzeć tych kilka godzin dobie? Kosztem czego? To właśnie dlatego ten pomysł dojrzewa. A ja tłumię pyszne myśli, że mogłabym podobnie jak Sowa. Ale czy z takim samym skutkiem? Czy z sukcesem? Należy mało rozmyślać, a dużo pracować. Spróbować bardzo chcę.

   Tymczasem odcienie pożegnań i powitań. Zmany domowe, przeziębienie chłopaków, porządki w ogródku.