Po Balu Letnim – letnie balowanie

   Już tydzień upłynął od wydarzenia sezonu. Były przygotowania, fryzury, kreacje. Moje stylistki – Mamuna, Marynia i Alusia zadbały o mój wygląd – dziękuję bardzo. Włosy w Andante, Mama przy Tomiku, Tunio w przedszkolu. A wszystko po to, aby mama przerodzila sie w damę. Przed godziną wyjazdu do centrum byłam już bardzo zmęczona, a bardziej jeszcze zmęczony był Mariusz po całym dniu pracy w upale. Ze mną tak jest, że gdy opowiadam o czymś – a przy zachęcaniu do balu opowiadałam dziesiątki razy – nastawiam się szczególnie i mam potem zbyt wielkie wymagania. W roku ubiegłym zaskoczenie pięknem miejsca spowodowało entuzjazm. W tym roku powtórzenie doświadczenia spowodowało – skoncentrowanie się na tym, aby inni bawili się dobrze. Mieliśmy wspaniały stolik, przy samym oknie na 56. piętrze. Siedzieliśmy przy samym oknie. I tak, jak wymarzyłam – miałam widok na zachód słońca na widnokręgu tego olbrzymiego miasta. Podczas balu sprzedawałam losy, rozmawiałam z bardziej lub mniej znajomymi ludźmi, krzątałam się radośnie. Przy posiłku śmialiśmy się wszyscy. Ponieważ miałam funkcję w komitecie – czuję niedosyt rozmów przy stole. Nadrobię przy kolejnej okazji. Posiłek był przedni. Na cichej aukcji ciekawostki. Jedynie mało nowych ludzi – pomimo moich usilnych starań. Zapamiętam krótki odpoczynek w pustym pomieszczeniu przy oknie. Miasto tonęło w morzu świateł dokładnie pod moimi stopami w pantofelkach balowych. Zbieram takie chwile refleksji na naszyjnik pereł – wspomnień. Już dzisiaj dowiem się, czy bal był dochodowy. Reperkusje można odnaleźć na http://www.polvision.com/polvisionlivehome.cfm?mode=150kbs&id=e189e914-ec5a-46f7-b65b-fba72828deaa, czyli w poniedziałkowym Monitorze Polvision, z 25 czerwca. A dzisiaj – zaproszone jesteśmy z Halą do studia na rozmowę w programie Dobry wieczór z Polvision. To drugie zaproszenie. Na poprzednie nie dojechałam, gdyż byłam w szpitalu z Tomikiem.

   W sobotę byliśmy u Kasiulki na urodzinach. Prawdziwy bal dla dzieci i dorosłych. Pyszne rozmowy.

   Letnie balowanie dotyczy zachwytów owocowych w ogródku – Tunio podjada maliny, agrest, porzeczki i poziomki. Bardzo się cieszę, że ma namiastkę mojego dzieciństwa.

   W piątek wieczorem będziemy zbierać pieniądze na rekonstrukcję twarzy Ani Wuszter. W Art Gallery Cafe – przyjdźcie i pamiętajcie, proszę! 

   Dzisiaj Hala z Jackiem obchodzą rocznicę ślubu – najlepszego! Może uda nam się wspólna, wieczorna kolacja?

Rozbieżności kalendarzy

   Kochany Tatulu, jestem przy Tobie każdego dnia.  

Takiego, jak na zdjęciu Cię w myślach noszę! 

Wybacz proszę, że podczas, gdy każda stacja telewizyjna i radiowa potęgowały Twoje święto – Ty czułeś się w dwójnasób samotny, bo mnie przy Tobie nie było. Sobota była dla mnie dniem wielkiego zmęczenia. Nic nie tłumaczy mojego gapiostwa, ani inny świat, ani kalendarz, ani brak snu.

   Winnam. Przepraszam.

   Życzę Ci spokoju, spełnienia pragnień, mądrości świata, przyjaźni ludzi, zdrowia.

Obiecuję nasze prywatne Święto Tatula na tej ziemi. Tomik właśnie przez sen – u nas jest 2. w nocy – powiedział – a cha! Zgadza się ze mną!

   Całuję gorąco!

 

 

Urodzinowe rozleniwienie

   Kochani moi czytelnicy – tak rozkoszuję się wszystkimi komentarzami, że aż obawiam się zamieścić kolejny rozdział, aby nie spłoszyć dobrej passy. Urodziny  jednak przeminęły, byłam rozpieszczana przez wiele dni, za co gorąco dziękuję. Dojrzalsza rzucam się w nowe życie – kobiety odpowiedzialnej, pewnej, dumnie niosącej swoje 3.5 krzyżyka.

   Środa była bardzo smacznym i radosnym dniem. Razem z Halą, Monią, Lidzią i Agusią poddałyśmy się terapii słońcem i śmiechem – świetnie na nas podziałała. Ogród botaniczny zachwycił, posiłek na trawie dodał skrzydeł, obcowanie z plażą ukoiło, pobyt w Bahai wyciszył, wspólna podróż odprężyła. Dzięki Moniu za przewodnictwo, Halu za pomysł. Agusiu i Lidziu – za obcowanie! W ciągu wspólnych 5. godzin zobaczyłyśmy więcej niż przez ostatnie 5: lat? No, może miesięcy. Więcej takich wypraw. Babunia Zosia zaopiekowała się genialnie 4. dzieci – a mamy miały czas dla siebie! Wspaniale. Jak pocztówka dla pamięci i perełka do wspomnień. A tu jeszcze był czwartek – życzenia i kwiaty w pracy, wspólny posiłek, który płynnie przeszedł w Dzień Flagi. Było bardzo miło, życzenia mnie wruszyły, a kwiaty stoją wszędzie w domu. Dziękuję. Od samego rana nadchodziły emalie – także pokrzepiające. Święto prawdziwe! Wieczorem dostałam od chłopaków piękne rośliny. Piątek minął w ogrodzie, na walce z cykadami.

   W sobotę byliśmy wieczorem u kochanych Misterków. Czarownie było przy świecach w ogrodzie. Dowiedzieliśmy się o śmierci księdza Władysława Gowina. Złotym był człowiekiem. Zostanie z każdym z nas.

   Dzisiaj amerykański Dzień Ojca. Mariusz paraduje w specjalnej, honorowej koszulce. Ojcowie drodzy! Tatulu kochany! Wszystkiego dobrego po raz pierwszy!

 

Hala

   Świętujesz dzisiaj swoje urodziny. Znam Cię na emigracji prawie od zawsze. Byłyśmy razem w tysiącu miejsc i okoliczności, zdarzały się nam dni gorsze i lepsze – ale nigdy nie poróżniłyśmy się w rzeczach zasadniczych. Istnieje między nami nić porozumienia podobna do siostrzanej. Czy sprawia to stosunkowo mała odległość pomiędzy urodzinami? Czy nastawienie do życia? Czy po prostu przyjaźń? Możnaby tak gdybać godzinami. Mam tysiące zdjęć moich Bliskich – na setkach jesteś Ty, Halu. Na większości uśmiechnięta.

   Życzę Ci spokoju i światła, muzyki i tańca, śmiechu i śpiewu, marzeń i braku trosk.

   Wszystko, co zamarzysz, Ci się uda – wierzę w to mocno!

    

Przeszło fioletowe pojęcie

   Po raz pierwszy tego sezonu, pomimo planów, zasiadłam pod pergolą z laptopem na kolanach. Dziadzio wypoczywa na ławce pod leszczyną, w innym zakątku, Babcia krząta się po domu, Tomik śpi w wózku, Tunio w swoim pokoju – powinnam usnąć, ale… nie ma tak łatwo. Srebrne świerki pachną balsamicznie – nagrzane słońcem, wysmagane przedwczorajszym, tutejszym halnym – pogubiły mnóstwo żywicznych szyszek. Można chwalić taki żywot człowieka poczciwego – ptaki rozmawiają. Ot chwila trwa. Byłam dzisiaj u lekarki, pani Joli – Tunio wybrał wczoraj rano ostatnią dawkę antybiotyku, a wieczorem wystąpiła gorączka. Gardło znów czerwone. Jeszcze się wstrzymamy z antybiotykiem, wybrałam najbardziej owocowe z możliwych psikadeł i zastosowałam je już na parkingu pod sklepem – Tunio wzięty z marszu – nie oponował, zobaczymy, jak będzie wieczorem.

   Wrócę do tytułu i czwartku. W Polsce – Boże Ciało, Bogoryjkowe celebry, ołtarz w rodzinie, procesja i upajające wonie sypanych kwiatów i kadzidła, u nas – Dzień Wolontariusza, a procesja dopiero jutro. W tym roku miało być fioletowo-liliowo-bzowo. Poprzednie lata bywały żółte, różowe, turkusowe i zielone, raz przyjazny mi, raz nieprzyjazny kolor. Ponieważ wszystko w ten dzień jest pod opieką pani O. – musi mieć swój rytm i porządek. Polska strona zwykle się uśmiecha z przekąsem, ale karnie, z szacunku przystaje na zabawę w stroje. Amerykańska albo je zupełnie odrzuca – albo z pietyzmem przestrzega każdego detalu. Tak było i tym razem. Fiolet kojarzy mi się głównie z Wielkim Postem, a wstążki takiego koloru tylko z wieńcami pogrzebowymi. Jakimś cudem, nie do końca potrzebnym, kwiaciarka wynalazła fioletowe, najwidoczniej podbarwiane róże – policzyła za nie krocie i miałyśmy niewątpliwą przyjemność układania tych curiosów. Zabrakło nam liści, podparłyśmy się zielenią kasztanowca z ogrodu Franka. Moje usilne starania o przybycie do nas przychylnych osób z mediów zwieńczone zostały sukcesem, cieszyłam się bardzo z Magdy i Ewy, a obecność ustrojonych w identyczne koszule panów Piotra i Andrzeja – uradowała nas wszystkich. Sala oblana nowym światłem podsufitowej lampy tonęła w fioletach. Niekończące się wręczanie dyplomów trwało i trwało. Nam, służkom – kwiaciarkom dłużyło się nieco za kulisą. Mam nadzieję, że siedzący przy stołach bliscy nam ludzie – odpoczęli, porozmawiali, że smakowało im dobrane przez nas jedzenie. Ja sama mam niedosyt rozmowy z dziewczynami. Każda z nich to cały kosmos doświadczeń. Ewa – telewizyjnych, prasowych, życiowych, klubowych, matczynych, pisarskich i orgaznizacyjnych; Magda – radiowych, fotograficznych, lektorskich, menadżerskich i lekturowych. Ze smakiem przegadałabym z nimi całe popołudnie. Od Magdy dostałam piękne zdjęcia z października. Ewula przyjedzie z ekipą do biblioteki w lipcu. Może obydwie tu wejdą? Pozdrawiam mocno. Po całej imprezie posprzątały Hala i Lidzia, a ja im nie pomogłam, gdyż pognałam na spotkanie balowe. Jestem w komitecie. Udzielam się ostatnio dosyć intensywnie – słychać mnie o różnych porach. Zobaczymy, czy to pomoże? Sama nastawiam się na miły wieczór. Oby pogoda wyklarowała zapierający dech w piersiach widok. Samo patrzenie w okno warte jest zachodu. Ubranie się znajdzie. I tak jestem wielka. A w przyszłym roku będę w dodatku rok starsza. Na ile mogę – luzuję według zaleceń Mariusza.

PS. Relacja z fioletowienia: http://expatpol.com/index.php?stsid=31022&kid=35

oraz na http://www.tvpchicago.tv/699/pio.html

 

Życzenia Franciszkańskie

Najmilsi Franciszkowie moi,

Przyjaciele, powiernicy, Rodzice i korespondenci!

Przyjmijcie od nas wszystkich, kochających Was zza wody wielkiej – życzenia zdrowia, uśmiechu, tańca, śpiewu, radości, spokoju, ciepła, zapachów kojących, smaków leczących, wiadomości oczekiwanych.

Niech Wasza 36. rocznica ślubu niesie ze sobą zadowolenie z życia razem i bezmiaru wspólnych dokonań. Niech będzie świętem!

Jestem z Was taka dumna! 

 

 

Babunia Marynia

   Dzisiaj mija blisko 30 lat od śmierci Babuni Maryni – Mamy mojej Mamy. Ten dzień to jedno z nielicznych wspomnień mojego dzieciństwa. Miałam wtedy 6 lat. Babcia długo chorowała, tego dnia zaprowadzono nas do cioci Jasi i wujka Czesia – bawiłyśmy się z Anią na podwórku, pamiętam grube margerytki z żółtymi środkami rosnące obok schodów i… wiadomość, czy to już? Tak. Dlatego te kwiaty kojarzą mi się z późniejszym pogrzebem, rozpaczą Mamy, smutkiem Dziadzi, czernią wszystkich obecnych. Babcia pochowana była w czerni – tydzień wcześniej pożegnaliśmy tragicznie zmarłego Leszka. Pamiętam to, że otwarta została druga część drzwi wejściowych do domu, pamiętam drogę z wieńcem pod górę, smutek cmentarza. I tyle. Dopiero podczas kilkunastu rozmów z Bliskimi utrwalił mi się inny obraz Kobiety, po Której noszę drugie imię. Bardzo chciałabym spisać te wszystkie wspomnienia – i apeluję do każdej z Was, Drogie moje czytelniczki, które znałyście moją Babcię, abyśmy wspólnie zachowały po Niej wspomnienia. Nie bójcie się wpisywać tutaj spostrzeżeń, to nasze miejsce, wspólne. Istnieje w przestrzeni tak samo, jak nasze spotkania – do których tak łatwo nie dochodzi. Wiem, że Babcia lubiła kwiaty, była pszczelarką, jeździła na wycieczki z Kołem Gospodyń Wiejskich, powoziła koniem, podejmowała swoją rodzinę na licznych imprezach, zajmowała się całym domem i gospodarstwem. Zrobiłam Jej fotograficzną laurkę w książce kucharskiej, która ma wyjść na dniach – na pewno galarety Mama nauczyła się od Niej. Do Stanów przytargałam lustro, które uważam za lustro Babuni. Wisi w centrum mojego domu i dzięki niemu mam wrażenie ciągłości, tego, że odbija życie kolejnego pokolenia. Zabytkową maszyną godnie opiekuje się Beata. Najstarsza wnuczka.

   A Babunia istnieje we mnie, choć Ania jest bardziej podobna. Odnalazłam nasze wspólne zdjęcie zrobione przez Amerykanów, którzy przyjechali do Bogorii w odwiedziny. Ja, blisko roczna, dumnie siedzę – Babunia patrzy na mnie z czułością.

I tak będzie już zawsze.

    

Przemalowany Dzień Dziecka

   Spędzałam go razem z dziećmi, wspaniale nam było – słońce, ptaki, ciekawska wiewiórka – orzesznica, która nam towarzyszyła, zaplanowane dawno wspólne prace malarskie – odnowienie kolorowego stolika, pomalowanie kilku ornamentacyjnych tacek, które nadały ton płotowi. Słońce nas rozgrzewało. Cieszyłam się tym dniem i obcowaniem z chłopcami tym bardziej, że to święto ma dla nas podwójny wymiar. Jest także rocznicą odejścia Grzesia, brata Mariusza. Obcowałam z Mamą Zosią, świadoma rocznicy i podziwiałam Jej spokój. Tylko raz zapytałam, a później nie potrafiłam o tym mówić, czułam, że nie powinnam, po prostu byłam. Jak to życie się plecie. Wieczorem Mama poszła z Tomikiem po lody dla nas – z okazji święta. Burza czerwcowa oczyściła symbolicznie niebo, zapaliłam świeczkę.